czwartek, 30 czerwca 2005
Trochę o sąsiadach
Spakowani jesteśmy, mieszkanie (w miarę) posprzątane, kwiaty podlane, pies wyczesany (bo nie może na to liczyć, podczas mojej nieobecności, choć nie wiem, czy będzie mu tego brakowało :-)), przewodniki i mapy przygotowane, kanapki zrobione. Jutro o 5:00 ruszamy.

Dziś odbyła się wielka awantura (kolejna) międzysąsiedzka, powodem, której był nasz remont. Okazało się, że sąsiadom tak ogromnie przeszkadzają te hałdy styropianu zalegające na ich podwórzu, że gotowi byli wezwać straż miejską, aby ci ukarali nas mandatem. Mama uczestnicząca w tej awanturze (że też nas zawsze takie afery omijają...), wkurzyła się, chwyciła wiaderko i miotłę i ku zaskoczeniu sąsiadów wybrała się do nich sprzątnąć te hałdy, te góry, te morza śmieci. Tak ich zatkało, że nie wiedzieli, jak mają zareagować. "Pani A. ależ nie trzeba, my nie mamy do was pretensji, do tych panów mamy, ależ nie trzeba, niech pani sobie nie myśli, że my tacy wredni jesteśmy, ale wie pani, dzieci nie mogą biegać po ogrodzie, bo wszędzie ten pył, ależ nie trzeba, nie trzeba..." Mama sprzątnęła i wróciła do domu. Sprzątnęła 5 (słownie: pięć) kawałków styropianu. Miotły nawet nie musiała używać. Po raz kolejny szlag ich z zawiści trafia, że coś się u nas dzieje. I tak: co remont - to wojna. "Dzień dobry" znowu nie odpowiadają, głupie teksty puszczają. I tak za każdym razem, gdy coś nowego się u nas pojawia: meble, samochód, remont, przebudowa itd. To im hałas przeszkadza, to śmieci, to drzewa w ogrodzie... Zawiść ludzka jest przeogromna. I to jeszcze na takim tle...
My nie znamy wszystkich naszych sąsiadów, niektórych już od miesięcy nie widziałam, nie wiem "kto z kim za ile jak długo"... Nie interesuje nas to, a ci chyba całymi dniami filują w oknie. Bo skąd wiedzą np. o nowych meblach? I pytanie pada z nienacka: nowe mebelki do pokoju sobie sprawiliście? Tylko ten kolor taki jasny... Szok! :-)

Na wiosnę Sąsiad nas zaskoczył pewną nowatorską dekoracją w ogorodzie. Otóż pozawieszał na sznurkach na drzewach i krzakach płyty CD. Jest ich około 20. I ciągle błyskają. W kuchni mam jak w dyskotece, bo te szalone CD-zajączki wpadają przez okna i wirują w całym pomieszczeniu. Ciekawe, co miał na celu? Dekoracja, czy też funkcja użyteczna?

Nowe fotki

Fotki z ostatniego długiego weekendu majowego:

Gdzieś w Karkonoszach:

Kuchnia w czeskim zamku Kost:

Rynek w Jicinie - miasteczku Rumcajsa:

Jutro wyjeżdżamy, więc w przyszłym tygodniu będzie najświeższa, bieżąca porcja zdjątek :-)

Babcine zaproszenie

Wczoraj, kiedy zanosiłam zakupy, Babcia zaprosiła nas wszystkich na lody do siebie. Pytam: a jaka to okazja? B: Żadna, kupiłam w tym grającym samochodzie trzy kilo lodów, trzeba je zjeść, bo się zepsują :-)

Wieczorem będziemy.

Babcia jest niesamowita. Gdy robi pierogi, to robi ich 200, żeby każdy z rodziny dostał po misce, gdy gotuje bigos, to cały gar, żeby wszyscy się załapali, gdy robi drożdżówki, to 40, żeby wszyscy... Babcia nie potrafi gotować dla dwóch osób :-) Wracając z pracy zawsze wpadam do niej na parę minut, żeby poplotkować. Wpadam ja, wpada mama, wpada wujas, sąsiadka... Ciągle ktoś się kręci.

Babcia zaopiekuje się psem, pożyczy parę stówek, jak potrzeba, odbierze paczkę od listonosza, zrobi zakupy warzywno-owocowe na rynku... I twierdzi, że naprawdę to lubi, mówi, że wtedy czuje się nam potrzebna. Ja też mam poczucie misji bycia potrzebną... Rodzinne to chyba jest. W ogóle mam wiele babcinych cech. Gdy byłam nastolatką lepiej się z nią dogadywałam niż z mamą. 

Ale ostatnio zauważam, że się starzeje... Dlaczego Starość jest zrzędliwa?

środa, 29 czerwca 2005
Służbowi kochankowie
Wróciłam od Gniewkowcy. To moja psiapsiółka jeszcze z podstawówki. Liceum też to samo, miejscowość ta sama i od czasu do czasu się spotykamy i plotkujemy. Obgadałyśmy większość naszych spraw, w małżeństwie jest szczęśliwa, córcia słodka, praca ok, ogólnie wszystko się układa. Tak trzymać!
Ale nie o tym chciałam. Opowiadała mi o powszechnej instytucji kochanki/ka wśród jej kolegów i koleżanek z pracy. I stwierdziłyśmy, że my chyba jesteśmy z innej bajki. Jak można przyprowadzać sobie lalunię na firmowe imprezy, albo gzić się z kumplem z pracy, gdzieś po kątach. Jestem zszokowana. Jestem chyba oderwana od rzeczywistości, bo o czymś takim jeszcze nie słyszałam. Żeby tak publicznie, legalnie prowadzać się z kochankami... Co oni żonom/mężom mówią? Rany, szok! Jak tak można? I się nie wstydzić, przed znajomymi... Bo "inna" moralność, to odrębna sprawa. Chyba nie nadaję się do tych czasów...

Środowy spleen się trochę utlenił. Wino i przyjaciółka potrafią zdziałać cuda :-)
Będzie dobrze, nie? Co ma byc źle?! Tak czy inaczej będzie dobrze. Jak tak być musi...
(może o tym jeszcze kiedy indziej napiszę)
Życiowe jing i jang

Równowaga musi być zachowana. Gdy w jednym idzie dobrze, to drugie się chrzani. Wszystko gładko mi przychodzi, jest dobrze, może nie super, ale dobrze. A TU bez zmian... Jing i jang, białe i czarne, negatyw i pozytyw, niebo i ziemia... Opatrzność czuwa, żebym nie poczuła się zbyt pewnie, zbyt szczęśliwie i beztrosko. Nie może być zawsze z górki, trzeba wylać trochę łez i nie przespać paru nocy... 

Czas leci z tygodnia na tydzień, na łeb na szyję, a u mnie bez zmian. Mam dosyć. W tym miesiącu mijają 3 lata. Prawie... były przerwy...

Równowaga musi być zachowana. Zbyt dużo powodzenia wyrównuje się nieszczęściem. Kara? Za co? Żyję sobie po cichu, nikogo nie krzywdząc, nie grzeszę za dużo, raczej przeciętnie, nie kradnę, nie zabijam... Próba? Czego? Wytrwałości, dojrzałości, wiary, miłości...

Może pisana jest mi inna droga...

Spleen Baudelaire'a

Spleen
Baudelaire Charles


 Kiedy niebo, jak ciężka z ołowiu pokrywa, 

Miażdży umysł złej nudzie wydany na łup,
Gdy spoza chmur zasłony szare światło spływa,
Światło dnia smutniejszego niźli nocy grób;

Kiedy ziemia w wilgotne zmienia się więzienie,
Skąd ucieka nadzieja, ten płochliwy stwór,
Jak nietoperz, gdy głową tłukąc o sklepienie,
Rozbija się bezradnie o spleśniały mur;

Gdy deszcz robi ze świata olbrzymi kryminał
I kraty naśladuje gęstawa wodnych smug,
I w mym mózgu swe lepkie sieci porozpinał
Lud oślizgłych pająków - najwstrętniejszy wróg;

Dzwony nagle z wściekłością dziką rozdzwonią,
Śląc do nieba rozpaczą szalejący głos
Jak duchy potępieńców, co od światła stronią
I nocami się skarżą na swój straszny los.

A w duszy mej pogrzeb bez orkiestr się wloką,
W martwej ciszy - nadziei tylko słychać jęk,
Na łbie zaś mym schylonym, w triumfie, wysoko,
Czarny sztandar zatyka groźny tyran - Lęk.

Szukałam chwilę tego wiersza. Pamiętałam, że był, że Baudelaira, nie czytałam go od liceum... 
Smutne dzisiaj

Źle mi dzisiaj. Dziś jest do bani, jest beznadziejnie, jest smutno i szaro, pomimo słońca... Brak perspektyw na zmianę... Boję się, że się nie uda... Dziś życie zeżarło mój optymizm i nie mam siły myśleć pozytywnie. Wiem, że to minie, ale dzisiaj zapadam się w swoje przygnębienie... Policzę swoje smutki, porachuję kłopoty i skalkuluję problemy...

Ogarnął mnie środowy spleen...

wtorek, 28 czerwca 2005
Cała prawda o facetach
"Jest taka historia o człowieku, który nie mógł wybrać pomiędzy trzema idealnymi kobietami. Każda była piękna, każda zakochana w nim do szaleństwa. (...) Postanowił przeprowadzić test. Dał każdej z nich dość pokaźną sumę pieniędzy, mówiąc, żeby zrobiły z nimi to, co uznają za stosowne. Potem miały przyjść do niego i zdać mu relację. Pierwsza przyszła zrobiona na absolutne bóstwo, za pieniądze doprowadziła swoje ciało do perfekcji, zainwestowała w modystkę, wizażystkę, stylistkę i wszelkie możliwe istki. "Wszystko to zrobiłam, bo chcę być dla ciebie zawsze piękna" - mówi. (...) Druga zainwestowała w wykształcenie. Kursy językowe, studia podyplomowe, kształcące podróże, książki, leksykony, albumy o malarstwie, itepe, itede. "Chcę być mądra, żebyś nigdy się ze mną nie nudził", mówi do swojego ukochanego. Trzecia nauczyła się inwestować, pomnożyła wielokrotnie podarowane jej pieniądze i mówi: "Ze mną nigdy nie zaznasz biedy". Zadumał się nasz bohater, bo wybór, wcześniej tylko trudny, teraz zrobił się arcytrudny. Dumał, dumał, długo się wahał, i w końcu wybrał tę, która miała najfajniejsze cycki."

Tak wygląda najprawdziwsza prawda o mężczyznach i ich do nas stosunku, drogie panie... :-)
Cytat z: "Domofon" Zygmunt Miłoszewski

"Domofon" Zygmunta Miłoszewskiego
Właśnie skończyłam. Polski horror z akcją w bloku na warszawskim Bródnie. Nawiedzony wieżowiec, trup ściele się gęsto, pozytywni bohaterowie walczą ze złem, kilka zaskakujących zwrotów akcji, upiory, zemsta zza grobu... Niby typowy horror, ale jednak nie całkiem. Poza tym problemy alkoholowe jednego z bohaterów, kłopoty z rodzicami zbuntowanego młodzieńca, małżeńskie problemy bohaterki. Fajnie się czyta, akcja wciąga, ponadto dużym plusem jest to, że czytamy o znajomo brzmiących miejscach i sytuacjach. Nie ma New Yorku czy Chicago, jest za to Olecko i Bródno, blokowiska i znajome hipermarkety. Jak to zwykle w tego rodzaju literaturze bywa, znajdzie się kilka niedociągnięć... Jest to niemniej coś nowego...
Tuczące małżeństwo

Przed chwilą skomplementował mnie kolega, że lepiej i chudziej wyglądam. No pewnie, że lepiej, skoro jest mnie mniej o 5 kg. W zasadzie od miesiąca bardziej piję niż jem... Mam już dosyć płynów, parówek i mozzarelli... 

I w związku z tym, uświadomiłam sobie, że moje małżeństwo wpłynęło na mnie tucząco... Taaa....

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6