sobota, 25 października 2008
Co nowego u Maksa?
Od niedawna mam dodatkowe towarzystwo na spacerach. W domu pojawił się mały człowieczek, który dziwnie pachnie i głośno krzyczy. A wraz z nim sporo nowych zabawek, którymi niestety nie wolno mi się bawić. Zabronili mi też spania na łóżku... Ale już im wybaczyłem, bo w zamian za to, częściej ze mną chodzą na spacery, a rzadziej czeszą (podobno czasu nie mają), co mnie bardzo cieszy, bo tego nie znoszę. Ciekawy jestem, jak dalej będzie wyglądała współpraca z tym maluchem, bo na razie udajemy, że się nie widzimy...

Wyprowadzam panią na spacer:

 
niedziela, 13 stycznia 2008
WOŚP 2008 wg Maksa

czwartek, 15 listopada 2007
Drugi pies

W związku z tym, że nie ma już Olka, którego rola polegała na ujadaniu na wszystko co się rusza, podjęliśmy z mężem decyzję, że sprawimy sobie drugiego psa. Ale nie kanapowca - jak Max. Maniek to Maniek. Do przytulania, do wylegiwania się na kanapie i jeszcze raz - przytulania. Chcielibyśmy psa, który jest czujny i zaalarmuje, gdy coś się wydarzy, psa, który dobrze będzie się czuł w ogrodzie, ale chętnie spędzi noc w domu (ale nie w łóżku, mąż wynegocjował to ze mną - kolejny pies będzie miał zakaz wstępu do sypialni, musiałam się zgodzić :( ) Psa, który pokocha Mańka, będzie łagodny dla swoich, ale nieufny w stosunku do obcych. I raczej z ras użytkowych, bo te są najmądrzejsze. Zachwyceni jesteśmy Border collie, ale to nie jest pies dla nas - on musi mieć konkretne zadania do wykonania i nie może być pozostawiony sam sobie. Moim marzeniem od lat jest terier tybetański, mąż uwielbia owczarki niemieckie, ale z tego co widzimy i słyszymy trafić teraz na "dobrego" owczarka, bez wad, za to z zaletami rasy to cud. Podobają mi się owczarki katalońskie i pirenejskie. Fantastyczne są Briardy i Bearded Collie, ale kłopotliwe w pielęgnacji i trochę za duże do naszego mieszkania. Podobnie z owczarkiem podhalańskim, który nam się podoba, ale jest za duży i w domu za bardzo nie lubi przebywać. Fajne są też nasze rodzime Pony, ale mało wiem o tej rasie... Ostatnio odkryłam też rasę Bergamasco - przecudny pies! Ale mąż słusznie zauważył, że mogą być problemy z jego szatą ;) Nie wiemy na jakiego się zdecydować. Mamy czas, bo jeśli szczenię się u nas pojawi, to dopiero latem, ale miło byłoby podjąć decyzję i niecierpliwie czekać :)

Podpowiecie coś?

P.S.

Max ostatnio dostał od nas poduszkę:

Popatrzył na nas, na poduszkę i zabrał się do rzeczy, czyli odgryzania foczej łapki:  

Cały Maniek :D

czwartek, 09 sierpnia 2007
Biedny Maniek

Zła jestem od wczoraj. Olek znowu ugryzł Maksa. Mama odwiedzała z Maksiem babcię, weszli akurat gdy Olek jadł. Rzucił się na naszego, ugryzł go, Max w histerii. Nie wyglądało, żeby coś mu zrobił. Gdy wróciliśmy do domu po jakiejś godzinie, Max znowu się rozhisteryzował, żalił się i piszczał. Poprzytulaliśmy go, obmacaliśmy, czy nie ma rany i poszliśmy spać. A pies cały czas kuśtykał. W nocy nie mógł wskoczyć na łóżko. Dopiero rano jeszcze raz obejrzałam mu tę łapę, gdy leżał na grzbiecie i zobaczyłam, że ma krew pod pachą. A jednak go mocno użarł, bydlak. Ja wiem, że to instynkt, dwa samce i takie tam, ale uważam, że Olek jest niezrównoważony, a całe dni spędzają razem. Co to będzie, gdy wyjedziemy we wrześniu? Zła jestem i zasmucona. Biedny Maniek...

Do urlopu 1 dzień.    

czwartek, 02 sierpnia 2007
Co dziwnego jedzą wasze psy?

Max ostatnio szaleje za gotowanym bobem. Jemy my i pies. Opędzić się od niego nie możemy. O tyle śmieszne, że to pies-niejadek. Jest wybredny i ma fochy (wiadomo po kim ;)). Nie jada żadnych warzyw i owoców (poza marchewką w swoim żarełku), nie interesuje go czekolada i słodycze (dzięki Bogu). Jedynym odstępstwem jest zjadana codziennie sucha bułka ;)

A Wasze psy jedzą jakieś dziwne, niepsie rzeczy? 

wtorek, 24 lipca 2007
Kąpiele błotne

Max ma to do siebie, że lubi błocko i wszelkie śmierdziące bajorka. Podczas spaceru do "naszego" lasu zawsze go pilnujemy, bo już wiemy, gdzie może je znaleźć, choć my ich istnienia nigdy byśmy nie podejrzewali ;) W sobotę wyrwał się sporo przed nas, nie zdążyliśmy go zawczasu przywołać i dopadł bajora. Śmierdział niemożebnie ;) Więc wpakowaliśmy go do wanny i kąpanko... Jak widać po minie - błocko owszem, ale czysta woda i szampon to już nie bardzo ;) 

A tu Max obrażony za kąpiel:

W niedzielę poszedł z mamą na spacer i w odwecie za sobotnie katusze znalazł padlinę, w której próbował się wytarzać, możecie to sobie wyobrazić... I znowu kąpanko... Ten pies przechodzi z nami istną gehennę ;) 

wtorek, 29 maja 2007
Sikający pies

Dostałam od Teściowej żeniszki. Dosadziłam je wczoraj do moich pelargonii. Na balkonie jak zwykle urzędował Max. Patrzę i oczom nie wierzę - podszedł do doniczki, w której pojawił się nowy kwiatek, powąchał i obsikał. Nigdy, nigdy mi tego nie robił. A teraz będę miała obsikiwany balkon, fuj. Pewnie te żeniszki miały "kontakt" z psami teściów i Max to wyczuł.

Znacie jakieś sposoby, żeby oduczyć psa sikania w dane miejsce? Skutkują spraye, jakie można kupić w zoologicznych?

poniedziałek, 26 lutego 2007
Dawno tu nie było

Maksia.

Fotki z niedzielnego spaceru.

A takich zdjęć ze spacerów mamy zawsze najwięcej, bo gna jak perszing. Jest niezmordowany :)

Z ostatnich maksinych wydarzeń - nie polubił się z Baldwickiem. Przy okazji dostarczania królika przez jego właścicieli, chcieliśmy sprawdzić czy psy się zaprzyjaźnią. Nic z tych rzeczy. Max był ucieszony i chętny do zabawy, ale Baldwick na niego cały czas warczał. Więc nie było miło :(

środa, 15 listopada 2006
Kudłaty oszust

Mama była wczoraj u babci. Z Maksem. Za zaglądanie do nie swojej miski został przez Olka (mogłabym wam powiedzieć, dlaczego pies nazywa się Olek, ale mogliby mnie za to zamknąć ;)) - psa babci - skarcony. Wyglądało to tak, jakby ugryzł go w tylną łapę. Max narobił rabanu, skamlał, piszczał, właził na ręce, przytulał się, kulał. Oczywiście został przez mamę obejrzany i obmacany - nie było żadnych śladów ugryzienia. Minęły ze dwie godziny. Poszłam do niej po niego. A on zeskoczył z kanapy i kuśtyka do mnie, pada mi na kolana i żałośnie patrzy w oczy. Mama w tym czasie opowiadała mi całe zajście. Teraz ja biorę się za użalanie nad psem i macanie każdej łapy - nic, ani śladu i ani piśnięcia. Nagle wstał, podszedł do miski i jadł na trzech łapach, w powietrzu trzymając przednią (sic!). Zaraz potem przyniósł mi piłkę i ganiał za nią po całym mieszkaniu już nieutykając. Oszukiwał? Byłyśmy w szoku. Zabrałam go na górę - po schodach wbiegł normalnie, ale już przy Namq znowu zabrał się za odstawianie szopki z kuśtykaniem i przytulaniem. Dziś rano znowu został przez nas dokładnie obejrzany - nic. Oszukiwał?    

Kilka fotek wygrzebanych z rodzinnego archiwum.

Widzicie tę skrzywioną lampę? To robota psa. Na półce z kompaktami siedzi drewniany kot, do którego Max często próbuje się dostać. Przy jednej próbie zmasakrował lampę i stłukł doniczkę. Zdjęcie było robione krótko po tym, jeszcze przed jej naprawą.

Max na zeszłorocznym szkoleniu. Jak widać był pilnym uczniem ;)

Latem na spacerze w Gdańsku, prowadzony przez Teścia. Max dokładnie wie, jak się komu przypodobać. Do teraz, gdy odwiedzamy z nim rodziców, czeka na niego miska pełna szynki ;)

wtorek, 17 października 2006
Sprawy Maksinowe

Dawno mnie tu nie było, ale wiele się przez ten czas nie wydarzyło. Poza tym, że Pańcia i Pan poświęcają mi ostatnio mniej czasu, bo ciągle ich nie ma w domu, więc ja znacznie bardziej polubiłem towarzystwo PańciStarszej, która nie dość, że częściej na spacer zabiera, to jeszcze i smakołykiem ze stołu poczęstuje. Tylko nie rozumiem czemu się dziwi, że potem wchodzę jej na kolana, gdy coś je. Przecież to jasne, nie? Ona je - ja też chcę. Częściej też na mnie narzekają, że niby niegrzeczny się zrobiłem. Jaki niegrzeczny, jaki? Przecież muszę o sobie przypominać, bo mam wrażenie, że są tak pochłonięci swoimi sprawami, że kompletnie zapomnieli o swoim spanielu. Byłem też ze wszystkimi w Zakopanem (tak to nazywali, choć ja niczego ciekawego nie odkopałem). Było dość fajnie, bo dużo spacerowałem, ale ciągle na smyczy, bo niby wiewiórki bym płoszył. Nie płoszyłem - chciałem tylko powąchać i nie moja wina, że one uciekały jak dzikusy... Oni są jacyś przewrażliwieni, naprawdę.

A ostatnio wzięli mnie nad morze i Pańcia piszczała, żebym do wody nie wchodził, bo niby zimno. Wcale nie było tak zimno, a to, że mnie telepało w drodze do domu, to wcale nie z zimna, a z emocji... Taaaa... I tyle z psich doniesień. Do następnego!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5