czwartek, 10 lutego 2011
Amelka czyta
Od kilku miesięcy nie ma już na naszych półkach książeczek dla maluchów. Pożegnaliśmy te z fakturami i te z okienkami i te dźwiękowe, plastelinkową serię Obrazki dla maluchów, grubokartkowe książeczki z obrazkami itp. Teraz Amelka zainteresowana jest fabułą. Teraz razem czytamy i opowiadamy. Ami wybiera te książki, które mają duże, wyraźne ilustracje oraz umiarkowaną ilość treści; te, które nie są za długie i interesujące. Siada nam na kolanach, ogląda obrazki i słucha, często komentuje, a po skończonej lekturze rozmawia z nami na jej temat. Fajnie :)

Ulubioną zimową książeczką jest Zakamarkowe O zimie. Znamy ją już na pamięć :)



Poza tym kocha historyjki o Elmerze, nadal czytamy opowiastki o wombacie (lubi ilustracje), chętnie sięga po Zakamarkową Mamę Mu, Nusię i Melę. 



Troszkę już wyrosła z serii o Eli, ale od czasu do czasu do niej wraca i wtedy przerabiamy cały zestaw :)



Niedawno dostała Pierwsze urodziny prosiaczka - to pozycja idealna dla młodszych dzieci, ale codziennie ją czytamy - pewnie dlatego, że Amela kocha przyjęcia i torty :)



Amelka uwielbia ilustracje, na których znajduje się mnóstwo szczegółów. Długie chwile spędza przy takich książkach wyszukując jakieś poukrywane drobiażdżki. Kocha Muka, Miasteczko Mamoko, Gdzie jest tort? i edukacyjną serię Obrazki dla maluchów (tę przeznaczoną dla starszych dzieci, nie wiem dlaczego nazywają się tak samo, lekko nietrafiony pomysł):



Przed snem czytamy jej troszkę dłuższe historyjki. Bardzo lubimy (wszyscy) Aksamitnego królika, Wesołego Ryjka Widłaka (tegoż  Opowieści do poduszki też fajne), Powiastki Beatrix Potter...



Ostatnio na rynku pojawiła się książeczka Kamyki Astona. To wg mnie obowiązkowa pozycja dla wszystkich małych kolekcjonerów o wielkim serduszku. Jest świetna - polecam! :) 



A co lubią Wasze 2-3-letnie dzieci?
   
piątek, 07 stycznia 2011
Po pod turnie, po pod lasy...
Nasz sierpniowy pobyt w Zakopanem zaliczamy do bardzo udanych. Jedyne na co możemy narzekać, to gigantyczne tłumy, ale to środek wakacji, więc spodziewaliśmy się tego. Na szczęście Tłum, budził się i opuszczał kwatery, wtedy, gdy my już wracaliśmy z naszych wędrówek, toteż uciążliwy był tylko w mieście:)

Biorąc pod uwagę to, że byliśmy z naszą Dwulatką, to wybieraliśmy na spacery miejsca dostępne dla wózka. Zrobiliśmy sobie długaśne wycieczki Doliną Kościeliską i Chochołowską:




Pluszcza zobaczyć można w Dolinie Kościeliskiej - fantastycznie nurkuje!




Udało nam się też dotrzeć nad Morskie Oko - na górę wozem, z powrotem pieszo. Całą 9-kilometrową drogę powrotną Amelka przespała w wózku, więc nie było to dla niej uciążliwe. Zabawne było to, że wracaliśmy stamtąd ok. 11, i byliśmy jedynymi, przez całą drogę, którzy szli z góry. Za to pod górę zmierzały niezliczone tłumy - w największe słońce i największy upał, z niemowlętami, pieskami, w klapeczkach i pełnym makijażu... ;) 




Zakopane zdeptaliśmy dość dokładnie, bo popołudniami uciekaliśmy z Krupówek (na których mieszkaliśmy) w mniej zatłoczone rejony. 





Uwielbiam klasyczną zakopiańską drewnianą zabudowę:





Kumpel polecił nam knajpę w Bukowinie Tatrzańskiej - Bury MiśPojechaliśmy tam na obiad. Jedzonko bardzo smaczne, ale szczerze mówiąc nie dla potraw warto tam pojechać, a dla wystroju. Właściciel ma zamiłowanie do "metaloplastyki nie z tej ziemi"- kute meble o dziwacznie powykręcanych ramach, szokujące lampy przypominające Obcych, stalowy kominek o wyglądzie parasola, komputer chłodzony olejem, wyglądający jak kolorowe akwarium, świeczniki jak średniowieczne narzędzia tortur i całe mnóstwo innych rzeźb, przedmiotów, dziwactw. Coś niesamowitego. Więcej TUTAJ. Polecam, zajrzyjcie. A jak już tam będziecie KONIECZNIE skorzystajcie z toalety ;)




Jeden dzień spędziliśmy nad Jeziorem Czorsztyńskim. Popłynęliśmy stateczkiem z Niedzicy do Czorsztyna - bardzo przyjemna wakacyjna atrakcja. 






Zakopane cudne jest. Szkoda tylko, że nie tylko my tak uważamy... ;)
piątek, 24 grudnia 2010
Życzenia

07:31, patekku1
Link Komentarze (13) »
środa, 22 grudnia 2010
Amelka dziś:
Wchodzi do ciemnego pokoju:
- Ciemno wszędzie, ciemno wszędzie, cio to będzie, cio to będzie?

Żeby było jasne - nie czytamy jej Dziadów do poduszki ;)
20:20, patekku1 , Amelka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 07 grudnia 2010
Muszę podzielić się radością ;)
Moja córka od wczoraj korzysta z toalety. Pożegnała nocnik - korzysta z nakładki!!! Sama przyniosła ją do łazienki i orzekła, że od teraz będzie robiła siusiu jak mama. Jak powiedziała, tak zrobiła ;)

Teraz czekam aż sama zdecyduje się na picie z "dorosłego" kubka :)
20:38, patekku1 , Amelka
Link Komentarze (8) »
niedziela, 28 listopada 2010
Kolejne skarby Costa Brava
Wybraliśmy się do słynnego Teatru-Muzeum Salvadora Dali w Figueres. Było to najbardziej niezwykłe muzeum, jakie widziałam w życiu. Niesamowite! Ekscentryczny budynek, ekscentryczne ekspozycje, ekscentryczne eksponaty - tak jak ekscentryczny był Dali. Budynek wieńczą wielkie jajka, a jego ściany bochenki chleba - licznie powtarzane przez artystę motywy. Wnętrze zdobią obrazy, rzeźby, przedmioty dekoracyjne oraz obłędnie piękna biżuteria. Każdy kawałeczek Muzeum przykuwa uwagę, w każdym zakamarku kryje się coś niezwykłego, kontrowersyjnego, ekscentrycznego. W tym miejscu czuje się naprawdę duch Dalego. Jest to wspaniały pomnik, stworzony przez niego samego - dla siebie samego. Niezwykłe muzeum sztuki, jedyne w swoim rodzaju. To miejsce, które kiedyś jeszcze chciałabym odwiedzić i jestem gotowa odbyć podróż do Hiszpanii tylko w tym celu :) Jest po prostu niesamowite!









Biżuteria jest piękna i szokująca zarazem. Ale tak niezwykła, że zapamiętam ją do końca życia. Naprawdę. 

Dwie broszki:






To serce pulsowało:


Pierścionek:


To zaledwie kilka zdjęć, które w żaden sposób nie są w stanie oddać niezwykłego charakteru tego miejsca. Byłam zachwycona!

Kolejnym przystankiem było Cadaques - opisywane jako najładniejsze miasteczko Costa Brava. Ciężko mi się do tego ustosunkować, ponieważ za mało ich widziałam. Jest ładne, malowniczo położone (sam dojazd do niego jest lekko ekstremalny ;)) i charakterystycznie białe. 









Nie zabawiliśmy w nim długo, ponieważ trafiliśmy na porę siesty, wszystko było pozamykane i długo musieliśmy szukać miejsca, w którym można się było napić kawy. Ale to okazało się i tak niczym w porównaniu z Peratalladą - maleńkim średniowiecznym miasteczkiem. Tam czuliśmy się jak na planie filmowym - puste ulice, pozamykane okiennice, żywego ducha w całym miasteczku. Normalnie scenografia, a nie prawdziwa, ludzka osada ;) I pomimo tego, że to niezwykle malownicze miejsce, nie zrobiło na nas pozytywnego wrażenia, bo czuliśmy się tam nieswojo. Pewnie inaczej jest w sezonie, gdy pojawiają się licznie turyści...







CDN
piątek, 26 listopada 2010
List do Świętego Mikołaja
Dziś mieliśmy w planie napisać z Amelką list do Świętego Mikołaja. Przygotowaliśmy czysty papier, kredki i wprowadziliśmy ją w temat.
Amelciu, chodź, napiszemy list do Mikołaja.  
Amelka na to podbiegła do swojego pudła z zabawkami, wygrzebała telefon i mówi: 
- nie będę pisać listu, dzwonię do Mikołaja. Halo, Mikołaju, przywieź mi plezenty, ploszę!

17:58, patekku1 , Amelka
Link Komentarze (4) »
niedziela, 21 listopada 2010
Gdzie Patekku spędziła sobotni wieczór?

Na Aktorskiej Gali Kabaretowej w Sopocie. Dobrze się bawiliśmy, choć spodziewaliśmy się czegoś lepszego. Niestety większość skeczy była "odgrzewana" i dobrze już znana publiczności. Ale biorąc pod uwagę to, jak rzadko ostatnio wychodzimy, miło było spędzić wieczór inaczej niż zwykle :)


sobota, 06 listopada 2010
Tajemnice wydarte zmarłym
Emily Craig

Fascynująca opowieść wprost z najsłynniejszych miejsc zbrodni w Ameryce - dla wszystkich fanów serialu "Kości". Tajemnicze zwłoki wyłowione z rzeki. Zagadkowe kości znalezione w łożysku górskiego strumienia. Zwęglone szczątki ludzkie w spalonej leśnej chacie. W takich przypadkach policja zwykle wzywa Emily Craig, antropologa sądowego stanu Kentucky. Doktor Craig w swej pracy zajmuje się badaniami kości i szkieletu. Na tej podstawie stara się ustalić prawdziwe przyczyny czyjejś śmierci i pomaga w ustaleniu tożsamości niezidentyfikowanych ofiar. Autorka opisuje kilkanaście śledztw, w których brała udział, poczynając od pojedynczych morderstw, kończąc zaś na masowych tragediach jak masakra na farmie Waco w Teksasie czy zamach na World Trade Center. Opowiada o tym, jak dokonuje rekonstrukcji twarzy bestialsko zamordowanej kobiety, bada kości nieznanego mężczyzny znalezione wysoko w górach - czy należały do bezdomnego włóczęgi czy też do biznesmena, który zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Czasem jej praca dotyczy nierozwiązanych spraw sprzed wielu lat, jak choćby w przypadku "Brezentowej Panny", młodej dziewczyny zamordowanej przez nieznanego sprawcę jeszcze w latach sześćdziesiątych. Do najbardziej osobliwych śledztw w jej karierze należało jednak rozwikłanie zagadki tajemniczej nogi znalezionej na gruzach wysadzonego w powietrze budynku federalnego w Oklahoma City. Zapraszamy do lektury o niezwykle dramatycznej, ale także ekscytującej i często zaskakującej pracy antropologa sądowego i o tym, jakie sekrety skrywają zmarli. [opis wydawcy]

No właśnie - "wydarte tajemnice" - a ja tak lubię niedopowiedzenia, zagadki i domysły... 
To nie powieść, tylko dokument. Doktor Craig, znany antropolog sądowy opisuje najbardziej spektakularne przypadki w swojej karierze. Nie oszczędza czytelnika i opisuje ze szczegółami każdy aspekt swojej pracy - m. in. wygląd, zapach, strukturę, konsystencję zwłok. A że robi to bardzo dobrze (czyta się to jednak jak dobrą powieść) wrażenie jest piorunujące. Nie jestem do końca pewna, czy wiedza, którą uzyskałam z lektury tej książki, jest mi niezbędna - chyba wolałabym wielu rzeczy nie wiedzieć ;) ale dla miłośników seriali o antropologach i dla przyszłych antropologów, to na pewno znakomita i cenna pozycja. Poza tym autorka pokazuje prawdziwą pracę śledczych i naukowców i wykazuje różnice, między życiem, a serialową fikcją. 

Szokująca, nie dla ludzi o słabych nerwach, dla mnie zbyt dosłowna, niemniej bardzo dobra. Polecam wszystkim zainteresowanym taką tematyką. 

Moja ocena: 5/6


środa, 03 listopada 2010
Cholerna zmiana czasu i inne

Zmienili czas, ale nie zmienili mojego dziecka! Dziś pobudka o 4:50. To jakiś horror! Zasypia na stojąco o 19, budzi się o 5...

Na diabła nam te zmiany czasu?!?

 

Amelka gada. Non stop. Czasem marzę o ciszy :) Ale tylko w domu - w towarzystwie milczy. Chyba będzie trochę nieśmiała, widzę, że zawsze potrzebuje trochę czasu, żeby się oswoić z nową sytuacją i nowymi ludźmi.

    

Używa setek słów, w odpowiednim kontekście i w odpowiedniej odmianie - to nas najbardziej dziwi - bez problemu odmienia wszystkie wyrazy. Jeszcze nie potrafi wymawiać "erek" i trudniejsze głoski sobie upraszcza, ale mówi bardzo wyraźnie - z tego co porównuję do innych dzieci. Poza tym układa pełne zdania (sama do siebie nawija prostymi zdankami, ale z nami rozmawia używając pięknie zbudowanych wypowiedzeń). Czasem upodoba sobie jakieś słowo, które z lubością powtarza - ostatnio była to kukabura. Nauczyła się go z Kitki i Pompona i z namiętnością powtarzała przez kilka dni :)

       

Jeśli czegoś ode mnie chce to mówi: ploszę baldzo, mamo! Albo przychodzi, obejmuje nas za szyje i mówi: kocham cię baldzo! Potrafi grać na uczuciach :) 

      

Czasem ma zaskakujące skojarzenia - wczoraj użyłam w temacie zapalenia świeczki w dyni słowa ogień, a Amelka od razu podchwyciła, że ogień i woda, ogień i woda. Może czas zacząć bawić się z nią w bardziej abstrakcyjne przeciwieństwa? :)

      

Zna kolory, nazywa i znajduje je w otoczeniu, liczy do trzech, ale zna cyfry do dziesięciu, rozróżnia blisko-daleko, duży-mały, góra-dół itd., nazywa wszystkie części ciała i garderoby oraz większość zwierząt. I codziennie, dosłownie codziennie czymś nas zaskakuje. Nie spodziewałam się, że dziecko może się tak błyskawicznie rozwijać :)

 

Za to odmówiła picia z kubka i nadal używa bidonu oraz nie chce przesiąść się z nocnika na toaletę. Ale mam nadzieję, że to tylko kwestia czasu... 

  

Zaczynam powoli głupieć w domu, za długo, zdecydowanie za długo stoję w miejscu. Niby dobrze mi z tym, co robię tj. zajmuję się Dziamelką i domem, ale jednak za mało się u mnie dzieje i zaczynam odczuwać znużenie... Potrzebuję jakiejś zmiany!

  

Jeszcze tylko nadmienię, że w przyszłym tygodniu nakładem wydawnictwa Wilga ukażą się dłuuuuugo oczekiwane Powiastki Beatrix Potter!


Pozdrawiam, P.