środa, 08 czerwca 2011
Weekend na Warmii
W połowie maja spędziliśmy 3 przyjemne dni na Warmii, w Gietrzwałdzie:


To niewielka, lecz malownicza wieś, słynąca z Sanktuarium Maryjnego. Niestety, prawie cały dzień lało, więc czas zabijaliśmy w okolicy naszej kwatery, na krótkich spacerach, korzystając z przerw pomiędzy jedną ulewą, a kolejną i zaprzyjaźniając się z miejscowymi zwierzakami:


Wieczorem rozpogodziło się i mogliśmy wyjść na dłuższy spacer - w okolice Bazyliki. Ma ona piękne wnętrze i bardzo zadbane otoczenie. Miło jest przespacerować się po cichym parku, obejrzeć liczne kapliczki, posłuchać jak ryczą krowy... To miejsce naprawdę sprzyjające zadumie, o ile trafi się tak jak my - na brak autokarów z pielgrzymami ;)


Kolejny dzień zaskoczył nas cudną pogodą.



Po śniadaniu niezwłocznie wyruszyliśmy do Olsztynka. Znajduje się tam jeden z moich ulubionych skansenów. Pięknie położony, zadbany, z ciekawymi eksponatami i ekspozycjami. 






Amelka mogła tam biegać do woli: 


Zachwyciła się wiatrakami (jak zawsze) oraz rodziną koników:



A prawdziwie upalny wieczór spędziliśmy nad jeziorem w Rentynach:


Niedziela znowu w deszczu... Ale nie zniechęciło nas to do spaceru:


i odwiedzenia pięknego Arboretum w Kudypach:




Na koniec jeszcze spacer po Olsztynie, kawka na rynku i powrót do domu...



Stanowczo za mało robimy takich wypadów. Weekend to niby króciutko, ale wystarczy, żeby choć trochę odetchnąć innym powietrzem i oderwać się od codzienności. A Amelka zwiedzała pięknie, chłonęła wszystkie nowości i wróciła zachwycona. 
Oby udało nam się częściej - życzcie nam tego :)
czwartek, 02 czerwca 2011
Hola!
Wróciłam z Barcelony jeszcze bardziej nią zauroczona... To wspaniałe miasto, które naprawdę wiele oferuje. Trafiliśmy akurat na czas, gdy FC Barca zdobyła Puchar Europy, więc mogliśmy zobaczyć jak świętują prawdziwi kibice ;) Trochę utrudniało nam to poruszanie się po mieście i spanie, ale daliśmy radę. 

Amelka jak zawsze pięknie zwiedzała, zaliczała place zabaw, zachwycała się "kościółkami" (mam nadzieję, że to krótka fascynacja ;)), pokochała metro - ale niestety nadal nie jadła. Jest to problem, bo musimy kombinować, żeby cokolwiek jej wcisnąć, a ona i tak się wzbrania. Liczę na to, że gdy pójdzie do przedszkola, choć trochę się to zmieni i rozszerzy swój jadłospis. 

Krótki wypad, a fajnie naładowaliśmy baterie...


środa, 11 maja 2011
Dostała się
do przedszkola! Jezu, ale były nerwy... To jest jakiś horror z tymi przedszkolami. Jak o tym słyszałam, zanim pojawiła się Ami, myślałam, że ludzie przesadzają - ale nie - to święta prawda! 
Dostała się do niepublicznego, w publicznym wyniki w poniedziałek - wtedy postanowimy, gdzie pójdzie (no chyba, że zadecydują za nas ;))
Ale tak czy inaczej - kamień spadł nam z serca :D
19:49, patekku1 , Amelka
Link Komentarze (5) »
wtorek, 10 maja 2011
Barcelona - zeszły rok
Z Santa Susanna do Barcelony jest ok. 50km - nie sposób było tego nie wykorzystać :) Wybraliśmy się na jednodniową wycieczkę. 
Costa Maresme połączone jest z Barceloną koleją podmiejską i po około godzinnej podróży zawitaliśmy w stolicy Katalonii. Pierwszym naszym przystankiem był kościół Sagrada Familia
Pomimo tego, że otoczony rusztowaniami - robi wrażenie. Szczególnie z zewnątrz. Wnętrze jest surowe, niedokończone i wśród hałasu maszyn budowlanych oraz setek zwiedzających nie pozwala się zachwycić...




Następnie udaliśmy się do Casa Battlo. To kamienica przebudowana przez Antonio Gaudiego. Część wnętrz oraz dach udostępniona jest zwiedzającym - są niesamowite! Najbardziej podobały mi się fasada (nie mamy jej sensownych zdjęć, bo lało) oraz  klatka schodowa wyłożona niebieskimi kafelkami:


Potem przeszliśmy spacerkiem do Placa de Catalunya, a że akurat kończyło padać, więc stamtąd ruszyliśmy Ramblą w kierunku morza...


zahaczając o Barri Gotic (średniowieczną Dzielnicę Gotycką) i katedrę Św. Eulalii:



W wirydażu mieszka 13 gęsi, których liczba ma symbolizywać 13 lat przeżytych przez patronkę kościoła:







Brama pamiętająca czasy średniowiecza:


Dotarliśmy nad morze, do portu, gdzie mojego męża skusiły widoki rozciągające się z tarasu widokowego na Kolumnie Kolumba (Monumento a Colon):






Ostatnim naszym przystankiem był Park Guell - kolejne dzieło Gaudiego. Park jest malowniczo położony na zboczu pagórka, więc z górnych jego partii widać całe miasto. Liczne niespodzianki architektoniczne i zacienione miejsca zachęcają do spędzenia w nim wielu wspaniałych chwil. Niestety to jedna z głównych atrakcji Barcelony i jest makabrycznie zatłoczony...





Barcelona mnie urzekła. Rzadko zdarza się, żeby zachwyciło mnie wielkie miasto, bo takie najczęściej nie mają klimatu, ale w tym wypadku było inaczej - Barcelona potrafi w sobie rozkochać...
Mieliśmy bardzo mało czasu, zaledwie liznęliśmy najważniejsze punkty w mieście, więc wracaliśmy do hotelu z uczuciem olbrzymiego niedosytu...
Tym bardziej się cieszymy, że za 3 tygodnie będziemy tam znowu ;) 
środa, 20 kwietnia 2011
Pierwsza poważna choroba
nas dopadła. Do tej pory tylko katar i parę razy gorączka. A wczoraj Amelka obudziła się zaropiałym i całkiem spuchniętym oczkiem.
Obdzwoniłam całe 3miasto w poszukiwaniu okulisty, który przyjmie nas na cito. Znalazłam. Na szczęście udało nam się tak atrakcyjnie przedstawić wizytę u lekarza, że Młoda nie mogła się jej doczekać :) Pani doktor też miła i ze zrozumieniem dla dziecka, więc poszło gładko i bez płaczu. Silne bakteryjne zapalenie spojówek. No i Młoda dostała swój pierwszy antybiotyk w życiu :(
Ale dziś już lepiej - oczko przestało ropieć, opuchlizna schodzi. Oby tak dalej.
Tylko zakraplanie nie udaje się bez przekupstwa ;) Dobrze, że wczoraj wieczorem zapobiegawczo kupiłam jej kilka książeczek - przeczuwałam, że może być ciężko.

No a poza tym kupiłam sobie piękny wiosenny płaszczyk, za którym rozglądałam się już drugi sezon. Dokładnie taki jaki chciałam. Może znajdę też w końcu jakąś torebkę i buty...? Jak zwykle masakra z zakupami. Teraz gdy siedzę w domu i tak mniej potrzebuję niż do biura, a nadal niczego nie mogę dostać. Wkurza mnie to, bo naprawdę nie mam jakichś ekstrawaganckich życzeń.

A na urodziny zażyczyłam sobie zafundowanie wizyty u brafitterki. Ciekawa jestem...

Co jeszcze? Wakacje z grubsza mamy zaplanowane - dwa majowe wypady weekendowe - na Warmię i do Barcelony. W czerwcu lecimy na Kretę. A nad lipcem i sierpniem ostro debatujemy - czy góry, czy morze, czy południe, czy północ, czy autem, czy samolotem, czy kraj, czy zagranica... Lubię takie dylematy ;)

wtorek, 12 kwietnia 2011
Amelka w bibliotece
Zapisałam Amelkę do biblioteki. Od paru lat w niej nie byłam, bo jakoś mi nie było po drodze. A w dziale dziecięcym nie byłam od dziecka. A nie, nieprawda. Byłam, w czasie studiów, gdy mnie naszło na Pana Samochodzika i wypożyczyłam sobie całą serię ;)
W każdym razie jestem miło zaskoczona olbrzymim wyborem książeczek dla maluchów. Za każdym razem wychodzimy z 5 nowymi skarbami. Poza tym mogę sobie spokojnie pomyszkować na półkach, bo Młoda zasiada przy stoliku i przegląda książeczki, a nie biega jak szalona, jak to ma miejsce np. w księgarniach. 
Pooglądam sobie te pozycje, o których zakupie myślałam, ocenię czy warto, wypożyczę i w domu sprawdzę na Ami, czy jej się podobają. 
Amelka jeszcze za bardzo nie chce sama wybierać książek, ale w domu każe sobie czytać w pierwszej kolejności te przyniesione z biblioteki.
Czym skorupka za młodu... ;)

poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Słodki ciężar
Zważyłam Dziamelę. 
Z ciekawości. 
Ponieważ ledwo ją dźwigam. 
Jakoś mocno przybrała ostatnio - myślę sobie. 
Przed kąpielą - siup na wagę. 
Patrzę i oczom nie wierzę. 
12,50 kg. 
To kilo od września, od bilansu dwulatka. 
A ja mam wrażenie, że z 5. 
Chyba już z sił opadłam przez tę wieczną zmarzlinę...

21:08, patekku1 , Amelka
Link Komentarze (3) »
wtorek, 05 kwietnia 2011
Zdziwiona Allegro
Sprzedajemy na Allegro rzeczy po Ameli - ubrania i zabawki. Zanim je wystawię, 3 razy dokładnie obejrzę, sprawdzę, czy nie mają żadnych wad, plam, dziurek. Dokładnie je opisuję i starannie fotografuję. Wszystkie wystawione rzeczy są w nowe (wielu nasza córka nie używała - za dużo tego było) lub w stanie bardzo dobrym, często wręcz idealnym. Nie sprzedaję rzeczy, których sama bym nie kupiła. Wystawiam w niskich cenach, bo głównie chodzi mi o to, żeby się ich pozbyć, a nie liczę na to, że zwróci mi się koszt ich zakupu. Opłata za przesyłkę to rzeczywista wartość pocztowa - niczego sobie nie doliczam. Więc większość przesyłek kosztuje u nas 4,50 zł. A wysyłane są najpóźniej następnego dnia po wpływie pieniędzy na konto, bo mąż ma pocztę pod biurem.

Więc ja się pytam, skąd średnia ocen 4,6/5? O co tym ludziom chodzi?

Sama dużo kupuję w tym serwisie i często się nacinam, np. ubrania, buty opisywane jako nowe, wcale takie nie są. A ja podchodzę do sprawy uczciwie, bo bym się ze wstydu spaliła, gdybym miała kogoś oszukać...

A jednak są niezadowoleni... Czy to nasza polska "marudność" wyłazi? Czy mam im te rzeczy oddawać za darmo, żeby byli zadowoleni? I jeszcze do domu podrzucać? ;)

Nie, żeby to mnie jakoś szczególnie smuciło (ja mam czyste sumienie ;)), po prostu się dziwię...

wtorek, 22 lutego 2011
Całodniowa wycieczka
Gdy w końcu udało nam się wypożyczyć samochody (trwało to 3 dni), wyruszyliśmy na zwiedzanie okolicy. Pierwszym przystankiem była Didyma - a w niej Świątynia Appolina, gdzie mieściła się słynna wyrocznia. Pomimo tego, że obecnie Świątynia jest ciasno otoczona współczesną zabudową, nadal robi wielkie wrażenie. Ma jakiś taki niesamowity urok, że naprawdę czuje się magię tego miejsca. Byliśmy zachwyceni... 


Świątynia miała 120 marmurowych kolumn, po środku niej biło źródło, po którym teraz nie ma już śladu. Za to pozostały piękne gorgony:






Wspaniały zabytek z tajemniczą aurą, warty zobaczenia. 

Kolejnym przystankiem był Milet, oddalony od Didymy o kilkanaście kilometrów. W czasach swej świetności był to jeden z najważniejszych portów świata hellenistycznego, dziś od wybrzeża dzieli go 10 km. A zawdzięcza to osadom rzeki Meander, mającej niedaleko swe ujście. 
Najwspanialszym zabytkiem Miletu jest gigantyczny teatr:


Na kilku siedzeniach nadal widoczne są imiona zasiadających w nich osób. 


Reszta budowli jest w kompletnej rozsypce i nic nie wskazuje na to,  jak wielkie i potężne było to kiedyś miasto.
Tuż obok teatru stoi koszmarnie zrekonstruowany XV-wieczny karawanseraj:


Całe popołudnie spędziliśmy w Efezie. To jedno z najpiękniejszych starożytnych miast, jakie widzieliśmy. Jest olbrzymie i wspaniale zachowane. Bez trudu zobaczyć możemy jak biegły ulice, jak wzdłuż nich usytuowane były domy, świątynie, czy inne miejsca publiczne, jak toalety, czy lupanar. Niesamowite! 

Ta ulica nosi nazwę Kuretów i stanowi główną oś miasta:



Ruiny prywatnych domów kryją setki pięknych malowideł i mozaik:


Świątynia Hadriana:


Biblioteka Celsusa, wg mnie najpiękniejsza budowla w Efezie:





Efezjański teatr był największym w Azji Mniejszej i mieścił 24 tys. widzów:


Efez jest niesamowitym miejscem, z fantastycznie zachowanymi zabytkami, zapewniającym kilkugodzinną podróż w czasy starożytne...

Dom Matki Boskiej na Słowiczym Wzgórzu, nieopodal Efezu, odkryty w 1891r., to miejsce święte tak dla chrześcijan, jak i dla muzułmanów. Wg przekazów Matka Jezusa przybyła tu ze św. Janem i pozostała aż do śmierci. Autentyczność domku potwierdzili papieże Paweł VI i Jan Paweł II skałdając tu wizyty i odprawiając msze święte. 
Domek to obecnie maleńki kościółek:



Tuż obok znajduje się źródełko, któremu przypisywane są cudowne właściwości oraz "ściana życzeń", gdzie wierni na paskach materiału czy papieru zapisują swe prośby do Matki Boskiej. Dla osoby wierzącej, to na pewno ważne i warte odwiedzenia miejsce. 


CD
piątek, 18 lutego 2011
Ludzie, nie kupujcie maskotek
bo potem Biedna Matka nie ma co z nimi zrobić, a Dziecko je konsekwentnie olewa. Co zrobić z górą pluszaków?
Biedna Matka sprząta i sprząta, gotuje i gotuje, bo co ma robić, jak ciągle na zmianę śnieży i wietrzy. Od 3 miesięcy. Biedna Matka popadła w zimową depresję i nie widzi już szans na słońce. Stała się fachowcem od Peppy, Mysi, Myszki Miki, od kolorowanek, farbek, wycinanek, a już niedługo dostanie dyplom ciastolinowego mistrza.
Biedna Matka się stresuje, bo Dziecko trzeba wysłać do przedszkola, a w rodzinnej miejscowości Biednej Matki (BM) są dwa przedszkola godne uwagi, oba oblegane przez tysiące rodziców i BM jakoś wątpi, że Dziecko się dostanie i sama już nie wie, co wtedy zrobi. 
Biedna Matka ma dosyć zimy! I coś jej się robi, gdy widzi swoje dziecko rzucające się z impetem w zaspę świeżego śniegu z okrzykiem: Hurra! Śnieg! Ale wspaniale! BM wcale tak nie uważa. Wręcz przeciwnie - śnieg to odśnieżanie, zasypany garaż, zwichnięty nadgarstek, mokre nogi, siedzenie w domu, tudzież wywlekanie sanek i snucie się z nimi po lesie z błaganiem, żeby Dziecko do nich wsiadło, bo teraz nie chce, a w domu chciało...
Biedna Matka ma już tak dosyć, że czasem traci cierpliwość i gubi rozsądek...