wtorek, 14 lutego 2012
Kreteńskie wyprawy

Jeden dzień spędziliśmy na słynnej plaży Elafonissi. Malowniczą górską drogą dotarliśmy na miejsce...

i naszym oczom ukazał się wspaniały widok laguny:
Plaża ta uważana jest za jedną z najpiękniejszych w Europie i charakteryzuje się różowym piaskiem. 
Poza plażowaniem jest też gdzie spacerować - laguna łączy ląd z małą wyspą, na którą wyprawa jest całkiem przyjemna :) 
Na plaży można wynająć leżaki i spędzić miły dzień na moczeniu się w ciepłych wodach płycizny. Jedna uwaga: mocno wieje!
Niedaleko Elafonissi znajduje się klasztor Chrysoskalitissa, a jego nazwa oznacza złote schody - wg legendy ostatni stopień prowadzący do klasztoru jest zrobiony ze złota, ale zobaczyć go mogą ludzie tylko prawdziwie wierzący...
Jeden ranek był pochmurny i wietrzny. Opuszczeni przez przyjaciół, którzy wybrali się do wąwozu Samaria, udaliśmy się ponownie do Chanii. 
Chania jak zawsze zachwyciła nas swoim klimatem; to piękne miasteczko, po którym spacery nigdy się nie nudzą :)
Postanowiliśmy odwiedzić półwysep Rodopou. Miejsce dzikie, gdzie dociera niewielu turystów, ale szalenie malownicze.
Na zdjęciu klasztor Moni Gonias, do którego nie było dane nam zajrzeć - znowu nie sprawdziliśmy godzin otwarcia ;)
Drogą z obłędnymi widokami udaliśmy się na koniec kreteńskiego świata - osady Afrata ;)
Zjedliśmy tam pyszny (i tani) obiad, w małej rodzinnej restauracyjce, gdzie nasza córka bawiła się z synkiem właścicieli, a my kontemplowaliśmy przepiękny widok na góry i morze... ;) 
Jedno popołudnie spędziliśmy nad jeziorem Kournas, gdzie znajduje się wiele knajpek z widokiem na jezioro. Nie jest to co prawda miejsce oszałamiające urodą, ale myślę, że stanowi odmianę od morskiego wybrzeża ;)
I tak jak te przemiłe panie, w zieleni, słuchając cykad, można sobie posiedzieć nad szklaneczką frappe :)
CDN
czwartek, 19 stycznia 2012
Czy wy też tak macie?
Kupujecie dziecku książki w ilościach hurtowych, zakładając, że będą to przyszłe prezenty na różne uroczystości, a potem, po kolei, wszystkie je dziecięciu dajecie, bo sami nie możecie się doczekać lektury?
;-)
piątek, 06 stycznia 2012
Berlin z dzieckiem cz. 2

Podczas naszych wędrówek po Berlinie nie mogliśmy zapomnieć o Zoo. Tym bardziej, że z hotelu mieliśmy do niego 3 minuty spacerkiem :)

 

 
Oprócz właściwego zoo, w ogrodzie mieści się również bardzo fajne akwarium:
Przespacerowaliśmy się również reprezentacyjną aleją Berlina Unter den Linden, zajrzeliśmy do katedry, przeszliśmy pod Bramą Brandenburską i zatrzymaliśmy przy pomniku ofiar holocaustu
Pomnik ten zrobił na mnie wielkie wrażenie - tysiące szarych brył o różnej wysokości, tysiące korytarzy, biegnących to w górę, to w dół, istny labirynt... A najbardziej wymowny był obraz bawiących się pomiędzy tymi blokami dzieci, które za nic sobie miały tragedię, z jaką to miejsce jest związane. Ot życie...
Zajrzeliśmy także do ogrodu przy pałacu Charlottenburg, ale wygnał nas stamtąd ulewny deszcz:

Więc szybciutko udaliśmy się do Muzeum Historii Naturalnej, gdzie zachwyciły nas gigantyczne szkielety dinozaurów. To tu można zobaczyć największy na świecie zrekonstruowany szkielet - brachiozaura:
oraz kilka innych dinozaurów:

Przy szkieletach umieszczone są interaktywne ekrany, które rekonstruują wygląd gadów - świetna zabawa dla dzieciaków!

Poza tym obejrzeć można kolekcję minerałów, meteorytów, gigantyczny zbiór wszelakich zwierząt - ssaków, owadów, ptaków, gadów itd. Warto spędzić tam kilka spokojnych godzin...
W Berlinie wszechobecne są karty zniżkowe do rozmaitych atrakcji, połączone np. z biletem do środków komunikacji miejskiej (my mieliśmy bilet trzydniowy, bo po mieście poruszaliśmy się tylko metrem i do niego dostaliśmy kupony zniżkowe). Warto dowiedzieć się o takich możliwościach, bo generalnie bilety wstępów są drogie, a kupony, jeśli się takowe posiada, znacznie te ceny obniżają. 
Berlin to najbliższa nam zagraniczna stolica, warta odwiedzenia i mająca dużo do zaoferowania zarówno dzieciom, jak i ich rodzicom. To na pewno nasza pierwsza wizyta z córką w tym mieście, ale nie ostatnia :) 
sobota, 24 grudnia 2011
Wesołych Świąt!

14:18, patekku1
Link Komentarze (3) »
wtorek, 20 grudnia 2011
Berlin z dzieckiem cz.1

We wrześniu spędziliśmy cztery dni w Berlinie. Motywem przewodnim naszej wyprawy były atrakcje dla trzylatki:)

Pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy był berliński Legoland na Potsdamer Strasse. Niestety nie zachwycił nas. Naszej córki również. Bilety drogie, a atrakcji jak na lekarstwo. Wg mnie to miejsce można spokojnie omijać... 
Za to podróż szybkobieżną windą na szczyt wieży telewizyjnej (Fernsehturm), będącej wizytówką miasta, był atrakcyjny dla całej naszej trójki :)
A do tego niesamowite widoki z góry:
Niedaleko znajduje się jeden z niewielu zachowanych zabytkowych kościołów (Kościół Mariacki) oraz ratusz i wielka Fontanna Neptuna z 1891 roku.
Kawałeczek dalej wstępujemy do nowego akwarium - SeaLife i AquaDom. Jest rewelacyjne! Pięknie wyeksponowana wodna flora i fauna, sporo ciekawostek i atrakcji. Zdecydowanie warto tam zajrzeć!
Ale największe wrażenie zrobiło na nas gigantyczne cylindryczne akwarium AquaDom na dziedzińcu hotelu Radisson (bilet wstępu wspólny z SeaLife). To niesamowita konstrukcja o wysokości 25 metrów. W jej środku porusza się dwupoziomowa oszklona winda. Przejażdżka góra-dół trwa jakieś 15 minut. 
Mieliśmy szczęście, bo akurat nurkowie karmili mieszkańców akwarium, co uzmysłowiło nam jaki to gigantyczny obiekt...
(w tle okna hotelu)
Kolejną atrakcją, której wg mnie nie wolno przegapić jest Muzeum Techniki. Od razu ważna uwaga - trzeba się przygotować na kilkugodzinne zwiedzanie, bo eksponatów i atrakcji jest niezliczona ilość! 
Pomimo tego, że nasza córka miała dopiero 3 lata, to z zaciekawieniem oglądała wielkie lokomotywy, samoloty, statki itd. Świetnie bawiła się w Centrum Spectrum, oddalonym nieco od budynku Muzeum (wspólny bilet), gdzie można samemu przeprowadzać drobne doświadczenia. Najbardziej podobało jej się robienie piorunów :-) 
To miejsce jest rewelacyjną atrakcją dla każdego ciekawego świata dziecka :)
CDN
środa, 23 listopada 2011
Mój mały czytelnik
Amelka nadal kocha książki. Co nas niezmiernie cieszy. Nie lubi księżniczek, kucyków, Barbie i klasycznych disneyowskich produkcji, więc książeczki wybiera również w tematyce neutralnej, a nie stricte dziewczęcej. Książeczki z przewagą ilustracji już zostały pożegnane. Teraz króluje treść, okraszona ciekawymi obrazkami. Fajne jest to, że mnóstwo fragmentów zna na pamięć i recytuje je razem z nami :)


Hitem ostatnich miesięcy są Rozmowy ze świnką Halinką. Zbiór krótkich historyjek o przedszkolaku Filipie i jego ukochanej przytulance - śwince Halince. Pisane w języku zrozumiałym przez maluchy i traktujące o sprawach im bliskich. 
W ogóle chętnie słucha o przygodach przedszkolaków np. Lulaki, pan Czekoladka i przedszkole



Nadal uwielbiamy Mamę Mu i Pana Wronę. Latem ukazał się zbiór opowiadań Mama Mu na rowerze - następna świetna pozycja do naszej kolekcji :)



Od niedawna poznajemy kultowych Julka i Julkę. Domaga się czytania przynajmniej kilku opowiastek na raz :)



Wydawnictwo Znak pomyślało o przedszkolakach i wydało serię książeczek o Misiu Paddingtonie w dużym formacie i z ładnymi kolorowymi ilustracjami. Nie żeby przepadała, ale lubi.



W dalszym ciągu kocha Pana Kuleczkę, Nusię, Elmera (w tym roku pokazało się kilka nowych części). Bardzo lubi Przepraszam, czy jesteś czarownicą? i prawie codziennie ogląda od deski do deski Muka. Lubi też książki o dinozaurach :)

No a hitem hitów jest u nas Gruffalo. Wypożyczamy go regularnie z biblioteki - swojego nie mamy, bo od wielu lat jest niedostępny na rynku. Znamy go na pamięć. Ostatnio go nawet zeskanowaliśmy i czytamy jak ebooka ;-) 



Fajną serią jest wg mnie Bawidoc - edukacyjne książeczki z wieloma okienkami, ukrytymi drobiazgami, sekretnymi schowkami, pozwalające na poznawanie świata poprzez zabawę.  



Kompletnie za to u nas nie zaskoczyła seria Janoscha. Nie lubi, nie słucha, nie interesuje się. Poza tym nie polubiła serii o Basi, o wróżce Amelce, o Tupciu Chrupciu i o Franklinie - a wiem, że to hity wśród maluchów. 

A teraz zamierzamy odkurzyć książeczki o zimie i Bożym Narodzeniu. Przed nami kilka tygodni czytania o Mikołaju ;) 

A może Wy coś polecicie w temacie zimowo-świątecznym? 

Znamy zakamarkową Zimę, Boże Narodzenie w Bullerbyn, Najbardziej na całym świecie lubię śnieg, Paddington i świąteczna niespodzianka, Pan Brumm obchodzi Boże Narodzenie
środa, 16 listopada 2011
Kreta po raz drugi
W czerwcu odpoczywaliśmy na Krecie. To nasza druga wizyta na tej greckiej wyspie. Ponownie wybraliśmy hotel w pobliżu Chanii, dzięki czemu mogliśmy bez problemu odwiedzać to piękne miasto.
Jedną z atrakcji Chanii są krótkie turystyczne rejsy po okolicznych wodach:









Kilka kilometrów za Chanią, w stronę półwyspu Akrotiri, znajduje się góra Profitis Ilias (Proroka Eliasza). Warto zatrzymać się tam na kilka chwil, żeby rzucić okiem na przepiękną panoramę miasta: 



Znajdują się tam groby kreteńskiego męża stanu Eleftheriosa Wenizelosa i jego syna oraz piękny kościółek:



Klasztor Agia Triada, na półwyspie Akrotiri. Piękne miejsce, na uboczu, spokojne, ciche i niezwykle malownicze...









Mieliśmy w planie również wizytę w pobliskim klasztorze Gouverneto, jednak był on tego dnia zamknięty - warto sprawdzać godziny otwarcia dla zwiedzających, żeby się nie zawieść... ;)

Odwiedziliśmy Rethymnon, gdzie powłóczyliśmy się po malowniczych uliczkach:





zjedliśmy pyszny obiad:





oraz wypiliśmy frappe (która w Grecji jest obłędnie smaczna) w Porcie Weneckim: 



Zachęceni opisem w przewodniku udaliśmy się do wioski Vamos, położone pomiędzy Chanią a Rethymnonem. Miało być to miejsce ożywione turystycznie, odnowione i wdzięcznie zagospodarowane, a jak było? 









Parę domów odrestaurowanych, reszta to ruinki, mniej lub bardziej malownicze. Jednak uważam, że nie warto zbaczać z drogi, aby to zobaczyć...

A poniżej skandynawski akcent z Vamos właśnie ;) 



CDN
czwartek, 27 października 2011
Mój przedszkolak
Amelka od blisko dwóch miesięcy jest przedszkolakiem. Poza dwoma porankami, kiedy płakała przy pożegnaniu, biegnie do niego w podskokach. Na początku zostawała tylko do obiadu, teraz odbieram ją po leżakowaniu. Czasem pyta mnie, czemu tak szybko musi wracać do domu :) 
Największym sukcesem i potwierdzeniem, że moc przedszkola jest wielka, jest dla nas to, że zaczyna jeść. Na początku jadała tylko zupy, teraz na śniadanie z dziećmi je suchy chlebek (pierwszy krok do kanapek, mam nadzieję), zupy oraz - od zeszłego tygodnia - ziemniaki z mielonymi czy jakimś kotletem panierowanym. Jestem przeszczęśliwa! Każda mama niejadka zrozumie moją radość ;)
We wrześniu troszkę chorowała, ale na szczęście była to lekka wirusówka i cały październik udało nam się przetrwać bez "zarazy".
Podoba mi się to przedszkole. W każdym tygodniu są jakieś atrakcje - teatrzyki, warsztaty, spotkania. Jedzenie sami przygotowują, nie korzystają z cateringu i jest smaczne - zdarzyło mi się coś tam parę razy spróbować. Opiekunki są bardzo zaangażowane i miłe. 
No a ja? Na początku nadrabiałam zaległości domowe. Ale teraz jestem ze wszystkim na bieżąco i zabrałam się za siebie :) Odchudzam się. Mam już 5 kg mniej. 
Do wiosny jestem jeszcze na urlopie wychowawczym, a potem...? Się zobaczy. Jakieś wstępne plany już są :)
A dziś lecę do przedszkola czytać w Amelkowej grupie książeczki :)

11:23, patekku1 , Amelka
Link Komentarze (10) »
piątek, 09 września 2011
Lipiec w Podkarpackim
Pierwszym naszym przystankiem był maleńki, acz uroczy Jarosław. Kocham takie małe miasteczka z ratuszem, rynkiem, kłaniającymi się kamieniczkami... 


Zakwaterowaliśmy się w hotelu w Przemyślu i wyruszyliśmy do pobliskiego Krasiczyna:


Przepiękny renesansowy zamek zwiedzaliśmy z przewodnikiem. Z zewnątrz zabytek jest ładnie odrestaurowany, ale w środku - po zniszczeniach dokonanych przez stacjonujących w nim żołnierzy sowieckich - praktycznie nic nie pozostało... 



Przemyśl mnie zachwycił - to pięknie położone piękne miasto. Z zadbaną, sporą starówką, z dwiema imponującymi katedrami, górującym nad miastem zamkiem i charakterystycznym pochyłym rynkiem. 


Widok na miasto z zamkowej baszty:


W tej wieży mieści się Muzeum Dzwonów i Fajek:


A tu widok z jej dachu:


Muzeum zwiedzaliśmy na życzenie córki, która uwielbia dzwony, dzwonki i dzwoneczki. Jej się podobało, jednak mnie nie zachwyciło zbiorami...

Wszyscy troje zostaliśmy za to fanami przemyskiej lodziarni i cukierni Fiore. Rewelacyjne wyroby! Wstępowaliśmy tam codziennie i zajadaliśmy się lodami o wyjątkowych smakach oraz (ja) pomarańczowym tortem bezowym... Do dziś na wspomnienie cieknie mi ślinka ;)

Przemyśl posiada dwie cudne katedry - katolicką i greckokatolicką. Obie świątynie są piękne...


Padało, więc wybraliśmy się do Sanoka, licząc, że tam będzie ładniej - nie było ;) Toteż słynny skansen oglądaliśmy w błocie po kolana i w kropiącym deszczu. Zdziwił nas system zwiedzania - płaci się za bilet wstępu, a potem dodatkowo wykupuje się usługę przewodnicką. Zwiedzanie z przewodnikiem pozwala na wchodzenie do wszystkich budynków, bez niego trzeba obejść się smakiem. Szczerze mówiąc pierwszy raz spotkałam się z czymś takim... A jako, że byliśmy z dzieckiem, które mogło nie mieć ochoty na 3-godzinne zwiedzanie, zrezygnowaliśmy z proponowanej usługi i sami, bez oglądania wewnętrznych ekspozycji przespacerowaliśmy się po muzeum.

















Sanocki skansen jest ładnie położony, ma ciekawe eksponaty, pozwala zapoznać się z miejscową historią i kulturą. Najbardziej jednak zachwyciła nas wystawa ikon z obszaru polskich Karpat oraz śliczne drewniane cerkiewki. Ponadto polecić możemy karczmę - bardzo dobra, tania i miejscowa kuchnia. 

CDN
środa, 13 lipca 2011
Czytam, czytam
choć wydaje się, że nie ;) Mniej, dłużej, ale ciągle. Jak nie padnę na twarz wieczorem (a zwykle padam), to coś tam se czytnę przed snem. I tak ostatnio zaliczyłam:

Zrób sobie raj. Mariusz Szczygieł - kolejny po Gottlandzie rewelacyjny zbiór reportaży czechofila skierowanych do innych czechofili. Lektura obowiązkowa! 

Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym. Jennie Dielemans - zapowiadało się bardzo dobrze, ale okazało się mało zaskakujące, pomimo tego, że porusza trudne tematy, tematy, których zdecydowanie chce się unikać będąc na wakacjach... To swoisty apel, tylko nie wiem, do kogo powinien być skierowany - do biur podróży, czy do indywidualnych klientów realizujących swoje wakacyjne marzenia...

Detektyw Murdoch. Ostatnia noc jej życia. Maureen Jennings - pierwsza powieść z nowej serii o detektywie Murdochu. To kryminał retro, z akcją osadzoną w dziewiętnastowiecznym Toronto. Ciekawa i wciągająca lektura - pokazująca ówczesne miejskie życie, jego smaczki i koszmary. Polecam! 

W krainie oliwek. Annie Hawes - zdecydowanie nie. Pierwsza część o niebo lepsza. Niestety była to jedyna książka zabrana na urlop i musiałam ją zmęczyć - następnym razem nie popełnię takiego błędu i wezmę przynajmniej dwie ;)

Szczeniaki. Sylwia Siedlecka - świetny debiut! Zbiór opowiadań niepokojących, a nawet szokujących mocną tematyką, surrealnych, mar sennych przeplatanych realizmem. A do tego dobry warsztat. Polecam!

Kuna za kaloryferem. Adam Wajrak, Nuria Selva Fernandez - fantastyczna lektura dla wszystkich miłośników zwierząt. Zaśmiewałam się do łez i wzruszałam. Wspaniała pozycja dla całej rodziny.