środa, 15 czerwca 2005
Obezwładniający bałagan

Bałagan w moim domu mnie obezwładnia, nie daje o sobie zapomnieć i zewsząd na mnie łypie...

Mieszkamy tylko we dwoje - ja i mój Ślubny. Właściwie my i Pies.
Nie ma stadka pociech zmieniających w mgnieniu oka wypracowany w trudzie porządek w totalny chaos.

To skąd te ciuchy porozrzucane, sterty naczyń do mycia, góry prania do prania i następne do prasowania, buty do czyszczenia, śmieci do wyrzucenia? Pytam, skąd?
Wracam z pracy i codziennie to to, to tamto i ciągle szuruburu.
A ja bym chciała tak wrócić i nic kompletnie. Raz w tygodniu wystarczyłoby.
Wrócić, sięgnąć na półkę, wybrać książkę i zagłębić się w literacką rzeczywistość bez szuruburu. Chyba, że wybrałabym taką z.



Sponiewierałam się

Mój kolega ma taką teorię, którą przywołuje w chwilach takich, jak opisana poniżej, że człowiek od czasu do czasu musi się sponiewierać, bo dopiero wtedy wie, że żyje.
Więc ja się sponiewierałam... w sobotę na parapetówie u Szwagra... Sponiewierania winny alkohol, a raczej moja niepohamowana jego żądza. Hmmmm... A nazajutrz to bicie się z myślami: "co ja komu naopowiadałam", "jak wielką idiotkę z siebie zrobiłam", "czy kogoś obraziłam", "komu ja się tak żaliłam"...
Ech, faktycznie czuję, że żyję - wstyd mi.

Leje, leje i świata nie widać... przez okno nie widać, ale może dlatego, że brudne...

A gdzie w takiej pogodzie spacerek Maksiowy?
I kto będzie najbardziej unieszczęśliwiony przez pogodę? Przecież nie Pańcia, bo Pańcia ma plan: z pracy do domu i hyc do łóżka z książką pachnącą nowością...

Biedna psina nierozumiejąca że deszcz, że książka...

Ostatnio mnie dotknęła choroba (?) wynikiem, której jest zalecenie lekarskie, aby przez 2 tygodnie nic nie gryźć. Więc nie gryzę, jako posłuszna pacjentka. I jem (a właściwie wciągam) rozmaite zupki, soczki, jogurciki, maślaneczki...

I o czym marzę w tej chwili po "wysłomkowaniu" kolejnego kubka barszczyku czerwonego? O kanapce! Takiej z masłem i wędliną, albo lepiej z żółtym serem i pomidorem, albo jeszcze lepiej z pasztetem i ogórkiem kiszonym.

Takie to mam marzenia po 12 płynnych dniach. Człowiek (czyli ja) nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo może brakować takich prozaicznych potraw jak kanapki, mizeria czy placki ziemniaczane... I wcale nie myślę (codziennie w porze obiadowej) o beszamelach i frutti di marach, ale o schabowym, młodych ziemniakach i surówce z kapusty...

Ja-sybarytka!!!

Pierwsze koty za płoty

Czytam, czytam i nagle - a może ja też bym tak... hm... założyła bloga?

No dobrze, ale o czym ja tu będę...

Przecież ja nic ciekawego... albo prawie nic... przecież u mnie codzienność... a może nie całkiem...? A może kogoś zainteresuję, komuś pomogę, a może i mnie ktoś...

Więc stuk-stuk i mam własnego.

No więc, o czym ja tu będę...?

1 ... 191 , 192 , 193 , 194 , 195