Ostatnie notki
Zakładki:
- Peru i Boliwia 2007
Autorski przewodnik po Pomorzu
Blog Mojego Męża
Chiny i Tybet 2005
Mediterraneo
Na skróty:
Patekku@gmail.com
Pod kontrolą
|
środa, 18 listopada 2009
Przeczytałam...
Mężczyzna na balkonie Maj Sjowall, Per Wahloo Pięć dni zaległego urlopu komisarz Beck zamierza spędzić z dala zarówno od komendy, jak i od uroków życia rodzinnego. Informuje małżonkę, że wyjeżdża służbowo, naprawdę jednak już się cieszy na myśl o wędkowaniu. Jest wykończony żmudnymi śledztwami. Zima była pracowita, wiosna okropna. Jeszcze nie stracił nadziei na spokojne lato... Ale lato nie będzie spokojne. Martin Beck przekonuje się o tym zaraz po powrocie, gdy w sztokholmskim parku zostaje zamordowane pierwsze dziecko... [opis wydawcy] Każda kolejna wydawana powieść, jest coraz lepsza. Jak widzę, te części, które wydano lata temu, były o wiele ciekawsze niż pierwsze z cyklu, jakie wydawane są obecnie. Ale czyta się je dobrze i choć nie zachwycają, to jednak mają w sobie to coś, co sprawia, że chce się do nich sięgać. Moja ocena: 4+/6 ![]() ********************************* Blondynka śpiewa w Ukajali Beata Pawlikowska Książka leżała na półce i leżała, czekała i czekała... Ale nie mogę napisać, że warta była tego czekania ;) Nudy. Nie zachwyciła mnie, nie oczarowała, nie spowodowała, że miałam ochotę spakować walizkę i ruszyć gdzieś w świat. A tego oczekuję od literatury podróżniczej. Wkurzały mnie historie sprzed wieków, za mało tam było klimatu, południowoamerykańskiego pazura i żaru. Niestety. Moja ocena: 3+/6 ![]() ********************************** Utracona Karin Fossum Kto mógłby dopuścić się tak bestialskiej zbrodni? I co sprowadziło Hinduskę do tej zapomnianej przez wszystkich norweskiej wioski? Zakrwawione sari to jeden z niewielu czytelnych śladów zabójstwa, które wstrząsnęło krajem. Policja rozpoczyna zakrojone na szeroką skalę śledztwo, które prowadzi dwójka policjantów - doświadczony Konrad Sejer i młody Jakub Skarre. Jest tylko jeden problem. Nikt nie wie, kim była ofiara. Jedynie małomówny Gundar Jomann mógłby coś wyjaśnić w tej sprawie, ale on czuwa przy łóżku chorej siostry i nie ma ochoty dzielić się swoim indyjskim sekretem... [opis wydawcy] Bardzo dobry kryminał. Świetnie mi się go czytało, przykuł moją uwagę i sprawił, że jeszcze niecierpliwiej czekam na kolejną powieść autorki. Znakomity pomysł na fabułę, ciekawi i bardzo ludzcy bohaterowie, dobrze opisana mała i zamknięta społeczność. Polecam, świetna lektura. Moja ocena: 5/6 ![]() ******************************* Smak miodu Salwa al-Nu′ajmi Głośna książka syryjskiej pisarki. Oficjalnie wyklęta w większości krajów arabskich, bije rekordy popularności w rankingach sprzedaży. I nic dziwnego. Bo rozpala emocje. I wyobraźnię. Jedni zbierają książki kucharskie, inni szukają starych map, ja mam swoje hobby - księgi rozkoszy pisze narratorka powieści. Zna na pamięć niemal wszystkie traktaty. Recytowała je Myślicielowi, gdy rozpalona wślizgiwała się do jego łóżka. Ale nigdy nie odważyła się o nich napisać. Do czasu gdy dyrektor Biblioteki Uniwersyteckiej w Paryżu, w której pracowała, zaproponował jej przygotowanie referatu o starych arabskich księgach erotycznych na konferencję w Nowym Jorku. Wyjeżdża do Tunisu, by zanurzyć się w arabskim świecie. W zapachach, smakach, głosach. I w języku. Słucha opowieści kobiet. Cytuje erotyczne traktaty sprzed wieków. Wspomina licznych kochanków. Bo to także praca o niej. [opis wydawcy] Dałam się omamić reklamom i przeczytałam. Nuuuuudaaaa. Rany, nuda jakich mało. Może jestem za bardzo europejska i wyzwolona, ale dla mnie seks to seks, a nie morze subtelności, w których naprawdę ciężko dopatrzeć się erotyki. Może w krajach arabskich te subtelności wystarczą, żeby rozpalić wyobraźnię, ale w naszej kulturze chyba nie ;) Poza tym brakowało mi tam wspomnianej w opisie literatury arabskiej, liczyłam na coś ciekawego, innego. Zawiodłam się po raz kolejny... Nie polecam. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Moja ocena: 3-/6 ![]() ******************************* Złodziejka książek Marcus Zusak Rok 1939. Dziesięcioletnia Liesel mieszka u rodziny zastępczej w Molching koło Monachium. Jej życie jest naznaczone piętnem ciężkich czasów, w jakich dorasta. A jednak odkrywa jego piękno - dzięki wyjątkowym ludziom, których spotyka, oraz dzięki książkom, które kradnie. [opis wydawcy] Rewelacja! Począwszy od nietypowej i oryginalnej formy, poprzez szokującego narratora - Śmierć, aż do tematu zwykłego życia w nazistowskich Niemczech. Dawno nie czytałam nic tak świeżego. Śmierć jest zmęczona ludźmi, chwilami zabawna, a ponadto jest bystrym obserwatorem i sędzią ludzkich postępków. Ciekawym pomysłem było osadzenie akcji w czasie II WŚ w Niemczech i pokazanie człowieczeństwa zwykłych ludzi. Obserwujemy holocaust w perspektywy małej dziewczynki, Niemki, która zaprzyjaźniła się z Żydem. Widzimy też jak wielki wpływ na jej życie mają słowa, jak ważne są dla niej książki... Prostota języka i ledwie zarysowane tło historyczne podkreślają tylko wymowę powieści, jej przekaz. Znakomita lektura. Gorąco polecam! Moja ocena: 6/6 ![]()
poniedziałek, 09 listopada 2009
Wrześniowy wypad na wieś
Załadowani po sam dach, wyruszyliśmy w okolice Koszalina... ![]() Mieszkaliśmy w gospodarstwie agroturystycznym w Boboliczkach. To ładny dwór z niewielkim parkiem, w spokojnej okolicy (niestety, obecnie wystawiony jest na sprzedaż i nie działa już jego strona internetowa, więc nie mogę podać linka). ![]() Wypoczywając i korzystając z ostatnich upalnych w tym roku dni, jak zawsze, znaleźliśmy czas na małe zwiedzanie okolicy. Elektrownia szczytowo-pompowa w Żydowie to ewenement na skalę europejską. Jej budowniczowie wykorzystali dwa jeziora, leżące od siebie w odległości 2 km i 80-metrową różnicę wysokości pomiędzy ich taflami. ![]() Piękne widoki rozpościerają się z góry: ![]() tuż przy końcu kanału łączącego dwa jeziora. Przyjemne miejsce na spacer. ![]() Odwiedziliśmy też Połczyn Zdrój. To znane uzdrowisko, z pięknym parkiem zdrojowym: ![]() ![]() Zajrzeliśmy też do połczyńskiego zamku (trzeba mieć naprawdę dużą wyobraźnię, żeby zobaczyć w tym zamek ;)) i przespacerowaliśmy się po starówce. Przyjemne miasteczko. ![]() Mało kto wie, że niedaleko Połczyna, we wsi Tychowo, na miejscowym cmentarzu, zobaczyć można największy w Polsce głaz narzutowy, nazywany Trygławem. Jego obwód wynosi 50m! ![]() ![]() Drogę powrotną do domu, urozmaiciliśmy sobie wizytą w Darłowie. Bardzo lubimy to nadmorskie miasteczko. Ma sympatyczny klimat, jest gdzie pospacerować i gdzie wypić kawę (co nie jest oczywiste w naszych nadmorskich kurortach po sezonie ;)). ![]()
czwartek, 05 listopada 2009
Dokarmiajmy ptaki!
Jak co roku w listopadzie, przypominam, że już czas najwyższy na przygotowanie karmników i rozpoczęcie dokarmiania ptaków. My już swój karmnik wyciągnęliśmy z piwnicy i ustawiliśmy pod oknem, tak żeby Amelka dobrze go widziała :) Zachęcam was do takiego dokarmiania, szczególnie jeśli macie dzieci. Obserwowanie ptaków to niesamowita frajda! Warto też zakupić jakiś atlas miejscowych ptaków i wspólnie rozpoznawać karmnikowych gości. Jeszcze tylko przypomnę kilka zasad: Raz rozpoczętego dokarmiania ptaków nie można przerywać, bo nawet kilkudniowa w przerwa w dostarczaniu pożywienia, może spowodować ich śmierć, a prawie na pewno - przeniesienie do dobrze zaopatrzonego karmnika sąsiada ;) Karmnik nigdy nie może być pusty! Dokarmianie kończymy z nadejściem wiosny, a na pewno przed końcem kwietnia. Czym karmić?
Rozmaitymi mieszankami zbóż - np. owies, pszenica, proso, konopie.
Ptasia dieta powinna być wysokokaloryczna, więc wybieramy też nasiona
roślin oleistych - słonecznik, dynia, len,
orzechy. Ponadto suszone owoce np. rodzynki, jarzębinę, dzika róża. My
dodajemy też płatki owsiane czy jęczmienne, otręby, otwarte na pół
orzechy włoskie, grubą kaszę, np. jęczmienną, a pod karmnik rzucamy
pokrojone w ćwiartki świeże jabłka, które uwielbiają kosy i
kwiczoły oraz żołędzie dla sójek. Najbardziej popularnymi ptakami korzystającymi z zasobów naszych karmników są sikory - dla nich wieszamy na druciku niesoloną słoninę (należy pamiętać, żeby nie trzymać jej w nieskończoność, tylko po 2-3 tygodniach wyrzucać, nawet gdy nie jest do końca zjedzona, ponieważ może zjełczeć). Ponadto super przysmakiem są ziarna wtopione w tłuszcz. Robimy to w ten sposób: do roztopionego smalcu (tłuszczu zwierzęcego) wsypujemy mieszankę nasion i zbóż. Całość przelewamy do przygotowanych wcześniej pojemników plastikowych np. po margarynie. Po stężeniu tłuszczu wywieszamy je na druciku lub sznurku, denkiem do góry, na gałęzi. Nie karmić! Produktami solonymi - np. słonymi orzeszkami, soloną słoniną; pieczywem, szczególnie białym, ponieważ kwaśnieje i może powodować choroby. Pieczywo pokrojone w małe kawałki dajemy ptakom tylko wtedy, gdy jest sucho! A najlepiej wcale - to moja opinia. Należy regularnie dbać o czystość w karmniku usuwając z niego resztki pokarmu i ptasie odchody. Karmnik powinien być zadaszony lub wisieć pod zadaszeniem, aby pokarm do niego wykładany nie zamakał. Miłych obserwacji!P.S. Namq-mąż wrócił na bloksa, zapraszamy: namq.blox.pl ![]()
poniedziałek, 02 listopada 2009
Jak mama została Indianką
Ulf Stark Czy mamy potrafią bawić się w Indian? Przekonuje się o tym Ulf, kiedy pewnego dnia udaje mu się odciągnąć mamę od smażenia kotletów - czyli uwolnić z niewoli u bladych twarzy. Spędzają ze sobą niezwykły dzień. Mama zmienia się nie do poznania - przypomina sobie czasy, kiedy sama, jako mała dziewczynka, bawiła się w Indian. Ten jeden raz kotlety mogą poczekać! [opis wydawcy] Mądra książeczka przypominająca wszystkim dorosłym (a w szczególności zabieganym mamom) o tym, że w każdym z nas pozostała odrobina dziecka i warto ją od czasu do czasu odszukać... Piękne ilustracje, ładne wydanie, opowieść pełna humoru i z ważnym przesłaniem. Pokazuje jak ważna jest odrobina szaleństwa, beztroski i zabawy, tak dla dzieci, jak i dla rodziców. Polecam, szczególnie mamom, które zagubiły gdzieś w codzienności iskierkę szaleństwa... Moja ocena: 5/6 ![]() Zamek z piasku, który runął
Stieg Larsson Trzecia i ostatnia część trylogii Millennium. Wielka szkoda. Mało jest takich autorów, którzy potrafią stworzyć powieść trzymającą w napięciu przez bitych kilkaset stron. Nie ma tu dłużyzn, nie ma niepotrzebnych wątków, a każdy akapit jest dokładnie przemyślany. Czyta się ją błyskawicznie i ciężko się od niej oderwać. To już chyba dostateczna rekomendacja ;) Historia zaczyna się dokładnie w tym miejscu, w którym kończy się Dziewczyna, która igrała z ogniem i stanowi dalszą część perypetii Lisbeth Salander i Mikaela Blomkvista. Wg mnie najlepsza ze wszystkich. Niesamowicie dobra sensacja, znakomity kryminał, rozrywka na 6 i zajęcie na jakieś dwa wieczory ;) Moja ocena: 6/6 ![]()
niedziela, 01 listopada 2009
Buenas tardes!
Przylądek Formentor (Cap de Formentor) to miejsce wysunięte najdalej na północ. Niesamowite, dzikie i niedostępne. Dojazd na wcinający się w morze skalisty jęzor jest dość żmudny - wąskie serpentyny, wijące się góra-dół, słaba widoczność, duży ruch, brak pobocza. Ale widoki są po prostu obłędne! Pierwszym przystankiem jest Mirador es Colomer. Stąd, w dół, do powierzchni morza jest ponad 200m. Zapierające dech w piersiach widoki ogląda się z kilku połączonych ze sobą tarasów. To chyba najbardziej obfotografowane miejsce na wyspie: ![]() ![]() ![]() Jadąc dalej, mija się kilka punktów widokowych, skąd można podziwiać takie cuda: ![]() Trasa kończy się tuż przy wybudowanej w 1862r. latarni morskiej, w której obecnie działa również restauracja i mały sklepik z pamiątkami. Widoki również są niesamowite: ![]() ![]() Klasztor Lluc, to najważniejsze miejsce pielgrzymkowe na wyspie. Najstarsza pisemna wzmianka o Lluc pochodzi z XIIIw., a w wieku XIV wybudowano tu pierwsze schronisko dla pielgrzymów. W bazylice znajduje się otoczona kultem cudowna figura Matki Boskiej. ![]() ![]() ![]() Zabytkowe pomieszczenia dla pielgrzymów - na galerii, poniżej - miejsca dla koni: ![]() Droga do klasztoru jest piękna - wiedzie przez góry Tramuntana i zachwyca widokami. Samo to warte jest podróży... Alcudia to sympatyczne miasteczko, z ładnym starym miastem i licznymi zabytkami. My trafiliśmy na Fira d'Alcudia, kilkudniową imprezę podczas, której prezentowane są majorkańskie wyroby i majorkańska kultura. Boczne uliczki były całkiem wyludnione, za to centrum miejscowości bardzo zatłoczone. Stały tam liczne kramy z przeróżnymi towarami - od ceramiki, poprzez ubrania, miody, przyprawy, sery, wędliny, biżuterię, zabawki. Przygotowano estrady, stoiska z zakąskami. Wszędzie widać było dzieciaki z wymalowanymi buziami. Świetny czas, świetna impreza, świetny klimat... ![]() ![]() ![]() Zakupiliśmy tam kilka drobiazgów, między innymi balon dla Amelki, z którym nie rozstawała się do końca urlopu i który musieliśmy wszędzie ze sobą targać ;) ![]() CDN
poniedziałek, 26 października 2009
Kilka uwag na temat podróżowania z małym dzieckiem
Odkąd Amelia przyszła na świat (13 m-cy temu), zaliczyliśmy z nią dwa wyjazdy krajowe i dwa na południe Europy. Wszystkie były bardzo udane i za każdym kolejnym razem popełnialiśmy mniej błędów ;) Bo podróżowania z dzieckiem trzeba się nauczyć - zwłaszcza, gdy sporo jeździło się przed jego pojawieniem i ma się pewne przyzwyczajenia i nawyki. O wielu przyjemnościach trzeba zapomnieć, kompletnie inaczej zorganizować sobie dzień, zabierać ze sobą mnóstwo potrzebnych maluchowi bambetli. To koniec podróżowania z jedną walizką czy torbą, to koniec nocnych eskapad i całodziennych samochodowych wycieczek po okolicy. Nie będzie już można jeść byle czego i byle gdzie, nie będzie godzinnego siedzenia nad filiżanką kawy na jakiejś piazzy i gapienia się na mijających nas ludzi, bo dziecko się szybko nudzi ;) W zamian za to czeka nas mnóstwo niespodzianek, liczne prezenty w postaci dzikiego chichotu na widok foki, zachwytu w oczach dziecka, gdy zobaczy olbrzymi kolorowy witraż w katedrze, miłe gesty od spotykanych ludzi, łatwiejszego i szybszego załatwiania rozmaitych spraw, które załatwienia podczas urlopu wymagają (należy to robić zawsze z dzieckiem na ręku ;)), mruczenia z zadowolenia, gdy maluch spróbuje arbuza prosto z pola, a nie z dojrzewalni, zaróżowionych policzków z emocji i olbrzymiej dawki świeżego powietrza... A to kilka rad, uwag i przemyśleń powstałych na bazie naszego doświadczenia w podróżowaniu z Amelką. - weź więcej niż jedną zmianę ubrań na dzień. Nawet jeśli twoje dziecko w domu nie brudzi się tak bardzo i często, to na urlopie na pewno będzie ;) i będziesz musiała prać i suszyć i niepotrzebnie kombinować. - zaopatrz się w słoiczki, kaszki, mleko i soczki, które twoje dziecko lubi, bo w miejscowych (greckich i hiszpańskich) sklepach ich nie dostaniesz. Z tego co widziałam, to wybór jest naprawdę niewielki. - jeśli twoje dziecko jest alergikiem, weź ze sobą pieluchy. Moja córka odparzyła sobie pupę po zmianie pieluch na miejscowe pampersy. Niby ta sama firma, ale jednak czymś się musiały różnić. Podobnie z mokrymi chusteczkami, kosmetykami itp. - weź wasze ulubione, bo może się okazać, że na miejscu są tylko jakieś "wynalazki". - aby w miarę spokojnie przetrwać lot samolotem zaopatrz się w jakieś drobiazgi, którymi możesz zabawiać dziecko. U nas hitem okazały się pacynki. Kup niewielkie zabawki, żeby dziecko miało coś nowego i nieznanego, co pozwoli mu zająć się czymś podczas nudnego lotu. - w krajach południowych, w terminach naszych wakacyjnych wyjazdów, jest zazwyczaj piekielnie gorąco. Weź to pod uwagę podczas planowania dnia - najlepiej unikać godzin okołopołudniowych. A jeśli nawet jedziesz, tak jak my, poza sezonem, to nie kieruj się tym, co piszą w przewodnikach - w październiku na Majorce powinno być ok. 22 st., a było 32 w cieniu. Przygotuj się na każdą ewentualność, w jedną i drugą stronę ;) - jeśli twoje dziecko jest niejadkiem, to masz przechlapane ;) Z tego co słyszę i obserwuję, dzieci na urlopie w ciepłościach często odmawiają jedzenia. Od razu prawidłowo się do tego nastaw i odpuść sobie i dziecku, niech je to, co chce (w naszym przypadku prawie nic). Zapewniam, że w domu nadrobi ;) - weź ze sobą środki przeciw komarom, bo możesz być pewna, że zaatakują was w najmniej spodziewanym momencie (ja po wizycie w ogrodzie botanicznym, mam około 40 bąbli). - jeśli planujesz wynająć samochód, upewnij się, czy razem z nim dostaniesz fotelik dla dziecka (czasem trzeba za niego dodatkowo zapłacić). Podobnie z łóżeczkiem - w wielu hotelach jest ono bezpłatne i bez problemu wydawane na życzenie, ale zdarza się, że należy za nie zapłacić. - na pewno przyda się nosidełko i lekki wózek. Nie wszędzie wjedziesz wózkiem - na jakieś górki, skałki, wertepy, mokradła, grząskie łąki, schody - wtedy nieocenione jest nosidło.
Przydatne jest również turystyczne łóżeczko (jeśli wiesz, że nie będzie go w miejscu twojego noclegu) oraz nadmuchiwana wanienka (nie zawsze dostępna jest wanna, nie zawsze też czystość łazienek jest taka, jaka powinna być, a wtedy dmuchasz i problem masz z głowy ;)) - jeśli liczysz, że posmakujesz miejscowej kuchni, to się mylisz. Będziesz zamawiała to, co zjada twoje dziecko - w moim przypadku spaghetti bolognese. Nie tapas, nie paella, ale spaghetti bolognese - z tym będzie mi się kojarzyła majorkańska kuchnia ;) - nie planuj niczego na konkretną godzinę, albo daj sobie duuuuży zapas. Może się okazać np. że droga do celu jest za bardzo kręta i serpentyniasta i dziecko nabawi się mdłości, a mycie, przebieranie, czyszczenie zajmie ci tyle czasu, że nici z twoich planów. W tym miejscu ponownie należy przypomnieć, że ZAWSZE trzeba mieć ze sobą przynajmniej jedną zmianę odzieży. Niespodzianki czyhają na każdym kroku ;) Miłego wypoczynku! ;) * opublikowane na portalu broszka.pl
sobota, 17 października 2009
Tytułem wstępu
Mieszkaliśmy w Cala Ratjada, na północnym wschodzie wyspy. Z tego, co widzieliśmy, to wschodnia część wyspy jest o wiele spokojniejsza, miejscowości wypoczynkowe są kameralne i przepięknie położone. Największe "imprezownie" znajdują się na południu wyspy, w kurortach leżących w okolicach Palmy. To typowe turystyczne blokowiska z nieciekawymi widokami. Wg nas jeśli jechać, to tylko na wschód, ale wiadomo - co kto lubi ;) Cala Ratjada to niewielkie miasteczko podzielone na dzielnicę hotelową oraz mieszkalną, z małym portem i mariną. Obie dzielnice miały bardzo ładne nadmorskie bulwary, było gdzie spacerować, gdzie zjeść i gdzie zrobić zakupy. W miasteczku były trzy plaże, największa z nich, Cala Agulla, znajdowała się parę kroków od naszego hotelu... ![]() Spacerkiem można było dojść do przepięknie położonej latarni morskiej na Cap de Capdepera: ![]() ![]() Cala Ratjada o wschodzie słońca: ![]() Miejscowy port: ![]() Jeden z bulwarów: ![]() Cala Agulla: ![]() Widok z naszego balkonu. Tak spędzialiśmy większość wieczorów. Amelka spała w pokoju, na stoliku sangria i ploteczki do późnej nocy...
![]() ![]() CDN
środa, 14 października 2009
Takietamy
To co się dzieje za oknem, robi się z godziny na godzinę coraz bardziej przerażające... Śnieg mnie zdołował, wiatr mnie wkurza, ale brak prądu przez prawie cały dzień, to kopanie leżącego ;) Dobrze, że ogrzenie mamy gazowe, przynajmniej nie marzłyśmy. Ale nie o tym chciałam... Byliśmy z mężem w weekend w kinie (po raz pierwszy od ponad roku, jupi, wracamy do żywych!) na Dystrykt 9 (bardzo dobry s-f). Obok nas siedziało dwóch chłopców, na oko dwunastoletnich. Leciała zapowiedź filmu o Michaelu Jacksonie. Słyszę o czym rozmawiają - jeden do drugiego mówi zdziwiony, że to całkiem fajna muza - mając na myśli największe przeboje Jacksona. Oni tych utworów wcale nie znali! Kurcze, pomyślałam sobie, ta dzisiejsza młodzież, jak można nie znać Jacksona! Ale zaraz sama siebie poprawiłam - gdy Jackson zamilkł i przestał tworzyć megahity, to tych dzieciaków na świecie jeszcze nie było. I poczułam się baaaaardzo staro...
piątek, 09 października 2009
Po urlopie
Majorka mnie oczarowała. Zakochałam się w tej wyspie! Jest niesamowicie różnorodna - są piękne plaże, skaliste wybrzeża, wysokie góry, wielkie bagniska, równiny usiane wiatrakami, małe malownicze miasteczka, wielkie kurorty, duże miasto, tycie porty i gigantyczne mariny. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. 8 dni pobytu to zdecydowanie za mało, zobaczyliśmy zaledwie cząstkę tego, co wyspa ma do zaoferowania i już chcemy tam wrócić :) Była piękna pogoda, aż za piękna, można by powiedzieć ;) - upały niesamowite, nie spodziewaliśmy się takich w październiku. Na dodatek było strasznie parno i chwilami ledwo można było wytrzymać... Jest tam bardzo czysto, bardziej wygląda to na kraj północny niż południowy, ale tylko pod tym względem, oczywiście :) Baaaardzo dużo Niemców, przydaje się znajomość niemieckiego (która jest nam obca niestety ;)), bo wszyscy miejscowi mówią w tym języku. Amelcia spisywała się jak zawsze świetnie. To mała turystka! Najbardziej podobał jej się pokaz tresury fok i podróż zabytkowym tramwajem - piszczała z radości. Jedynym problemem było to, że znowu nie jadła. Ciągnęła tylko na owocach i mleku. A wczoraj, podczas powrotnego lotu do kraju, dostała kataru :( Babcie tak rozpuściły mi dziecko, że teraz będę ją ustawiała do pionu przez miesiąc ;) Wymusza, piszczy i żąda. Masakra. Obsypywały ją prezentami, nosiły, rozpieszczały, a Młoda wykorzystywała. Nauczyła się pokazywać palcem czego chce i chodzi teraz ciągle z wyciągniętym paluchem, jak taki mały dyktator ;) Było naprawdę pięknie i sympatycznie. Nawet nie wiecie, jak nie chciało nam się tu wracać... A pierwsze co zrobiliśmy po powrocie do domu, to włączenie pieca. Masakra!
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||