czwartek, 17 maja 2012
W tym tygodniu:

- jedna wizyta w urzędzie

- wykonanych tysiąc telefonów

- zatwierdzenie kilku projektów i kilku odrzucenie

- napisanie analizy SWOT (a obiecywałam sobie że nigdy więcej)

- złożenie pisma do rąk Pani Dyrektor

- zaliczona jedna impreza w przedszkolu

- wizyta w kilku sklepach meblowych

- umówienie kilku spotkań

- napisanie setek maili

- trzy wizyty na poczcie bo listonosz się zmienił i nowy zostawia awiza a nie przesyłki

- spakowanie dwóch walizek

URLOP!!!

11:08, patekku1
Link Komentarze (1) »
wtorek, 17 kwietnia 2012
Bajeczna Santorini

Będąc na Krecie nie mogliśmy nie skorzystać i nie wybrać się na wycieczkę na Santorini. Wybraliśmy ofertę biura podróży, żeby nie zawracać sobie głowy organizacją. Wczesnym rankiem wypłynęliśmy w kierunku wyspy i po ok. 3,5 h byliśmy na miejscu.

 

Widok na kalderę (jedna z największych na świecie - ok. 10km średnicy):

Pierwszym przystankiem było przepiękne miasteczko Oia:

Następnie przejechaliśmy do Firy, gdzie przespacerowaliśmy się drogą wzdłuż klifu:

Kolejną atrakcją był rejs na Palea Kameni - to mała wyspa pośrodku kaldery. 

 

Mogliśmy tu wykąpać się w gorącej, siarkowej wodzie:

Zajrzeliśmy też na Nea Kameni - większa wyspa z kraterem wulkanu pośrodku:

Późnym wieczorem wróciliśmy na Kretę:

 

Wielkim minusem takich jednodniowych wycieczek na Santorini jest pośpiech, który ciągle nam towarzyszy. Wszystko ogląda się z zegarkiem w ręku, bo trzeba zdążyć na powrotny prom. Dobrym rozwiązaniem byłoby pozostanie na wyspie na noc i powrót następnego dnia, bo po tak krótkim pobycie ma się wielki niedosyt. Ale z drugiej strony jest to bardzo wygodna forma - wszystko jest zorganizowane, wszędzie nas dowiozą, odbiorą, pomogą, o nic nie trzeba się martwić. Coś za coś...

A ja - chociaż to już moje drugie spotkanie z tą wyspą - mam ciągle mało i obiecałam sobie, że kiedyś zostanę tam na dłużej :)

CDN

środa, 11 kwietnia 2012
Manrique i karnawał
Rzadko zdarza się, aby jedna osoba wywarła tak przeogromny wpływ na wizerunek całego regionu... Cesar Manrique był architektem, malarzem i rzeźbiarzem. Jego życiową misją było ocalenie wyspy przed niekontrolowaną rozbudową infrastruktury turystycznej i zachowanie jej wyjątkowości. Wysiłki artysty zmusiły władze Lanzarote do ustalenia i przestrzegania praw regulujących wygląd, wysokość, kolorystykę zabudowy. Dlatego na wyspie budynki są niskie, w większości białe i pięknie wkomponowywane w wulkaniczny krajobraz. Zachwyciło mnie - taka niesamowita jednolitość! Ponadto Manrique stworzył kilka niezwykłych projektów architektonicznych ściśle związanych z wulkanicznymi formami, które teraz stanowią główne atrakcje wyspy. 
Jardin de Cactus - zaprojektowany przez Manrique ogród, w którym rośnie ok. 10.000 kaktusów z 1.000 odmian.  

Ogród ma formę amfiteatru - kiedyś był to kamieniołom, a rośliny posadzono tarasowo. Nad wszystkim góruje typowy kanaryjski wiatrak.

Kolejnym miejscem przekształconym przez Manrique jest Jameos del Agua. To system połączonych ze sobą jaskiń uformowanych w lawie, będących teraz zespołem kilku obiektów rozrywkowych. Jest tu restauracja, muzeum wulkanologii, bar, sala koncertowa. 
Aby dojść do najbardziej malowniczego obiektu, mija się naturalne słone jeziorko, w którym żyje tysiące białych, maleńkich krabów -  to endemity, nie występujące nigdzie indziej. Te białe kropki w wodzie, to właśnie kraby: 
Minąwszy jeziorko dochodzimy do Jameo Grande - to niezwykle malowniczy basen, otoczony egzotycznymi roślinami. Wygląda nieziemsko pośród ciemnej lawy:
 
W kompleksie znajduje się też podziemne audytorim na 600 osób:

Tego samego dnia udało nam się zwiedzić Fundację Cesara Manrique w Tahiche. To dom artysty, który po jego śmierci przekształcono w muzeum. Pokoje zostały wkomponowane w naturalne jaskinie powstałe w polu lawy:


To miejsce niezwykłe, urzeczywistniające marzenia artysty o życiu w harmonii z naturą i pozwalające na zrozumienie jego wizji...
Wieczór spędziliśmy w stolicy wyspy Arrecife. Przespacerowaliśmy się po okolicy malowniczego Charco de San Gines - jeziorka połączonego z morzem, stanowiącego teraz małą marinę, położonego w starszej części miasta:
Iglesia de San Gines - kościół z XVII wieku:
Tam też obejrzeliśmy paradę karnawałową:




Impreza nazywała się "Pogrzeb Sardynki" i symbolizowała koniec karnawału:
Jednak nie udało nam się dotrwać do końca i nie zobaczyliśmy spalenia figury ryby.
Amelka pomimo tego, że była zachwycona karnawałem, w pewnym momencie zbuntowała się i odmówiła współpracy ;-) więc wracaliśmy powoli na parking, a potem do hotelu, mijając miejską plażę:
 
Zamek św. Józefa:

i pięknie oświetlone Charco de San Gines:
CDN
środa, 21 marca 2012
Co za ludzie!
Dziś na parkingu babka walnęła drzwiami od swojego samochodu, w mój samochód. Podeszłam zobaczyć, czy coś się stało. Nic nie było widać, ale jeszcze się przyglądam - a ona się drze: chce pani czegoś ode mnie, czy nie!?! Zdębiałam, a ona odwróciła się i poszła... No, faktycznie chciałam - usłyszeć "przepraszam"...

Dostaję przed chwilą maila od Kupującej na Allegro ubranka po Ameli. Że w przesyłce nie ma jednej z zakupionych rzeczy. A ja jestem PEWNA, że ją pakowałam. Wyparowała? Ktoś wyciągnął? Czy babka próbuje mnie oszukać? 

Dziś mnie osłabili... 


19:17, patekku1
Link Komentarze (5) »
piątek, 09 marca 2012
Na Kanary tylko zimą!

Decyzję o zimowym urlopie podjęliśmy szybko. Po serii choróbsk, postanowiliśmy wygrzać się w słońcu, spędzając ostatnie dni zimy na Wyspach Kanaryjskich. Wybór padł na Lanzarote. Po zaznajomieniu się z tematem, uznaliśmy, że ta wyspa jest najbardziej niezwykła i najbardziej dla nas wszystkich ciekawa - nawet dla naszej córki (3,5 roku), która niedawno uległa fascynacji wulkanami ;)  

Zaraz po przylocie (lot trwał prawie 5 godzin, Amelka dała radę, choć ostatnią godzinę zajęła jej zabawa kupionym na pokładzie modelem samolotu, bo wszystko inne już ją nudziło) naszym oczom ukazały się takie widoki:

Pierwszego dnia pobytu było upalnie, więc dziecię spędziło całe popołudnie taplając się w basenie. Hotel leżał na peryferiach kurortu Playa Blanca
Te góry na horyzoncie to wyspa Fuerteventura. 
Następnego dnia pogoda była mniej łaskawa, a że mieliśmy już do dyspozycji samochód, więc udaliśmy się na zwiedzanie najbliższej okolicy. 
Naszym pierwszym przystankiem była warzelnia soli Salinas de Janubio - jest to najstarsza warzelnia na całym archipelagu, założona w 1895r. 
Następnie udaliśmy się do Los Hervideros - co po hiszpańsku znaczy "miejsce, w którym wrze woda". Morskie fale z wielką siłą rozbijają się o brzeg, wzbijając w górę gejzery piany. Niestety nie było nam dane tego zobaczyć, ponieważ morze było spokojne, ale wierzymy na słowo ;)
Kolejnym przystankiem było Charcos de los Clicos - zielone jeziorko powstałe w kraterze wulkanu. W rzeczywistości nie jest to jezioro, a laguna, która swój niezwykły kolor zawdzięcza zamieszkującym w niej algom. 
W otaczających lagunę skałach zauważyć można było zielone kamienie półszlachetne - oliwiny. Na całej wyspie sprzedawano wyroby z tego kamienia. 
W międzyczasie pogoda się zmieniła i zrobiło się ciepło (takie szybkie zmiany pogody towarzyszyły całemu naszemu pobytowi - chwilę chłodno, a zaraz gorąco), więc postanowiliśmy zjeść lody i zobaczyć Playa Blanca - miejscowość położoną najdalej na południe na wyspie, "nasz" kurort. Playa Blanca okazała się przyjemną mieścinką, z malutką plażą, portem, mariną oraz ładnym bulwarem nadmorskim, pełnym knajpek i sklepików z pamiątkami. Na szczęście nadal zachowała swój małomiasteczkowy charakter i nie stała się turystycznym molochem. 
Amelka wypatrzyła w centrum fajny plac zabaw, który odwiedzaliśmy jeszcze kilkakrotnie:
Na koniec podjechaliśmy do latarni morskiej, widocznej z naszego hotelu. Okazało się, że latarnie są dwie - stara i nowa:
Poranki i wieczory były chłodne. Należało zawsze mieć ze sobą jakąś bluzę, bo szybko zmieniała się pogoda. Jednak gdy świeciło słońce, było przyjemnie ciepło, na tyle, że kąpaliśmy się w basenach. Kąpieli w oceanie jednak nie próbowaliśmy, woda była za zimna.
CDN
czwartek, 08 marca 2012
Realizuję swoje wielkie marzenie...
Z końcem marca kończył mi się urlop wychowawczy. Do Fabryki nie chciałam wracać, a i oni mnie już nie chcieli. Więc się rozstaliśmy. Teraz czekam tylko aż skończy mi się wypowiedzenie i lecę zarejestrować się do Urzędu Pracy jako bezrobotna. I będę ubiegała się o dotacje na własną działalność. 
Zakładam biuro podróży! Tadam! 
Z przyjaciółką, która też rozstała się ze swoją dotychczasową firmą. Oprócz tego, że będziemy typowymi agentami, chcemy też organizować swoje imprezy turystyczne.  
Poza tym bierzemy udział w konkursie "Gdyński biznesplan" i właśnie piszemy ten cały biznesplan - zamiast skupiać się nad profilem i zakresem działania firmy, piszę notkę ;)
I szukamy lokalu na biuro, i dopracowujemy koncepcje, i szukamy dotacji unijnych, i się szkolimy, i powoli zaczynamy już tym żyć...

I chciałam się tym z wami, po prostu, podzielić :D
12:43, patekku1
Link Komentarze (11) »
wtorek, 14 lutego 2012
Kreteńskie wyprawy

Jeden dzień spędziliśmy na słynnej plaży Elafonissi. Malowniczą górską drogą dotarliśmy na miejsce...

i naszym oczom ukazał się wspaniały widok laguny:
Plaża ta uważana jest za jedną z najpiękniejszych w Europie i charakteryzuje się różowym piaskiem. 
Poza plażowaniem jest też gdzie spacerować - laguna łączy ląd z małą wyspą, na którą wyprawa jest całkiem przyjemna :) 
Na plaży można wynająć leżaki i spędzić miły dzień na moczeniu się w ciepłych wodach płycizny. Jedna uwaga: mocno wieje!
Niedaleko Elafonissi znajduje się klasztor Chrysoskalitissa, a jego nazwa oznacza złote schody - wg legendy ostatni stopień prowadzący do klasztoru jest zrobiony ze złota, ale zobaczyć go mogą ludzie tylko prawdziwie wierzący...
Jeden ranek był pochmurny i wietrzny. Opuszczeni przez przyjaciół, którzy wybrali się do wąwozu Samaria, udaliśmy się ponownie do Chanii. 
Chania jak zawsze zachwyciła nas swoim klimatem; to piękne miasteczko, po którym spacery nigdy się nie nudzą :)
Postanowiliśmy odwiedzić półwysep Rodopou. Miejsce dzikie, gdzie dociera niewielu turystów, ale szalenie malownicze.
Na zdjęciu klasztor Moni Gonias, do którego nie było dane nam zajrzeć - znowu nie sprawdziliśmy godzin otwarcia ;)
Drogą z obłędnymi widokami udaliśmy się na koniec kreteńskiego świata - osady Afrata ;)
Zjedliśmy tam pyszny (i tani) obiad, w małej rodzinnej restauracyjce, gdzie nasza córka bawiła się z synkiem właścicieli, a my kontemplowaliśmy przepiękny widok na góry i morze... ;) 
Jedno popołudnie spędziliśmy nad jeziorem Kournas, gdzie znajduje się wiele knajpek z widokiem na jezioro. Nie jest to co prawda miejsce oszałamiające urodą, ale myślę, że stanowi odmianę od morskiego wybrzeża ;)
I tak jak te przemiłe panie, w zieleni, słuchając cykad, można sobie posiedzieć nad szklaneczką frappe :)
CDN
czwartek, 19 stycznia 2012
Czy wy też tak macie?
Kupujecie dziecku książki w ilościach hurtowych, zakładając, że będą to przyszłe prezenty na różne uroczystości, a potem, po kolei, wszystkie je dziecięciu dajecie, bo sami nie możecie się doczekać lektury?
;-)
piątek, 06 stycznia 2012
Berlin z dzieckiem cz. 2

Podczas naszych wędrówek po Berlinie nie mogliśmy zapomnieć o Zoo. Tym bardziej, że z hotelu mieliśmy do niego 3 minuty spacerkiem :)

 

 
Oprócz właściwego zoo, w ogrodzie mieści się również bardzo fajne akwarium:
Przespacerowaliśmy się również reprezentacyjną aleją Berlina Unter den Linden, zajrzeliśmy do katedry, przeszliśmy pod Bramą Brandenburską i zatrzymaliśmy przy pomniku ofiar holocaustu
Pomnik ten zrobił na mnie wielkie wrażenie - tysiące szarych brył o różnej wysokości, tysiące korytarzy, biegnących to w górę, to w dół, istny labirynt... A najbardziej wymowny był obraz bawiących się pomiędzy tymi blokami dzieci, które za nic sobie miały tragedię, z jaką to miejsce jest związane. Ot życie...
Zajrzeliśmy także do ogrodu przy pałacu Charlottenburg, ale wygnał nas stamtąd ulewny deszcz:

Więc szybciutko udaliśmy się do Muzeum Historii Naturalnej, gdzie zachwyciły nas gigantyczne szkielety dinozaurów. To tu można zobaczyć największy na świecie zrekonstruowany szkielet - brachiozaura:
oraz kilka innych dinozaurów:

Przy szkieletach umieszczone są interaktywne ekrany, które rekonstruują wygląd gadów - świetna zabawa dla dzieciaków!

Poza tym obejrzeć można kolekcję minerałów, meteorytów, gigantyczny zbiór wszelakich zwierząt - ssaków, owadów, ptaków, gadów itd. Warto spędzić tam kilka spokojnych godzin...
W Berlinie wszechobecne są karty zniżkowe do rozmaitych atrakcji, połączone np. z biletem do środków komunikacji miejskiej (my mieliśmy bilet trzydniowy, bo po mieście poruszaliśmy się tylko metrem i do niego dostaliśmy kupony zniżkowe). Warto dowiedzieć się o takich możliwościach, bo generalnie bilety wstępów są drogie, a kupony, jeśli się takowe posiada, znacznie te ceny obniżają. 
Berlin to najbliższa nam zagraniczna stolica, warta odwiedzenia i mająca dużo do zaoferowania zarówno dzieciom, jak i ich rodzicom. To na pewno nasza pierwsza wizyta z córką w tym mieście, ale nie ostatnia :) 
sobota, 24 grudnia 2011
Wesołych Świąt!

14:18, patekku1
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 194